• Wpisów:38
  • Średnio co: 12 dni
  • Ostatni wpis:96 dni temu
  • Licznik odwiedzin:4 137 / 477 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
Tym razem zaplanowałam trochę inny wpis, a raczej serię wpisów. To także będzie recenzja, ale różna od tych, które pisałam do tej pory.
Jakiś czas temu bardzo popularnym produktem pielęgnacyjnym była czarna maseczka do twarzy oparta o działanie węgla aktywnego. Także ja postanowiłam przetestować kosmetyk na bazie tego składnika.
W tym celu wybrałam się do drogerii i zakupiłam produkt firmy Bielenda Carbo Detox Pasta węglowa do mycia twarzy 3w1 z aktywnym węglem i glinką zieloną. Kosmetyk jest przeznaczony do cery mieszanej i tłustej, czyli takiej, jaka jest moja. Przy zakupie nieco się śpieszyłam, dlatego wybrałam produkt marki, którą znam i która już się u mnie sprawdziła, a także zależało mi, aby kosmetyk był jak najbardziej wielofunkcyjny, tak aby mógł zastąpił mi większość produktów podczas codziennej pielęgnacji.



Dopiero przed chwilą spojrzałam dokładnie na jego skład. Na pierwszym miejscu znajduje się oczywiście woda, ale zaraz po niej mamy glinkę zieloną i węgiel aktywny. Następnie widzimy glicerynę, która odpowiada za nawilżenia skóry. Z tych bardziej przydatnych składników warto zwrócić uwagę na kwas salicylowy, który bardzo dobrze złuszcza i nadaje się do walki z trądzikiem oraz na prowitaminę B5, która odżywia skórę. Jednak nie jest to oczywiście kosmetyk idealny, bowiem w składzie znajduje się wiele konserwantów, które nie zawsze wpływają korzystnie na cerę.

Jak się domyślacie, mając w pamięci tytuł, zamierzam przez tydzień testować ten produkt. Wszystkie kosmetyki, jakie tylko się da, zamienię na jeden, ponieważ kosmetyk można stosować jako:
-> pastę - codziennie rano i wieczorem należy rozprowadzić ją na wilgotnej skórze, rozmasować i spłukać wodą,
-> peeling - co drugi dzień należy wmasować w wilgotną, oczyszczoną skórę i spłukać wodą,
-> maseczkę - trzy razy w tygodniu nałożyć na suchą skórę, pozostawić na 3 minuty i spłukać wodą.

Zamiast żelu, peelingu i maseczki będę używała tego produktu. Oprócz tego zastosuję mój tonik i krem, które należą do mojej codziennej pielęgnacji. Zrezygnuję także z olejku, który zazwyczaj stosuję.
W efekcie skóra powinna być oczyszczona, matowa, świeża i gładka, jednak zobaczymy, jak to będzie w praktyce.

Planowałam zamieścić tylko jeden wpis na ten temat, w którym opisałabym wszystkie informacje i spostrzeżenia dotyczące produktu, ale po tym, jak ten wstęp okazał się tak długi stwierdziłam, że lepiej będzie podzielić to kilka krótszych wpisów niż napisać jeden gigantyczny.
Także do napisania!
 

 
Zamierzałam napisać specjalny post o tegorocznych Igrzyskach Olimpijski i o tym, że wreszcie miałam co oglądać w telewizji, i o tym, że się do tego przyzwyczaiłam, i o sukcesach oraz porażkach polskich reprezentantów. Nawet już zaczęłam wpis. Naprawdę.
Ale uświadomiłam sobie, że nie ma sensu informować Was o rzeczach, które możecie wyszukać sobie w 5 minut w internecie. W dodatku Ci, którzy są zainteresowani tematem, to pewnie śledzili informacje z Rio na bieżąco, a Ci, których Igrzyska nie obchodzą, to i tak nie będą chcieli przeczytać.

Nie będę także oceniać występów Polaków, bo, chociaż czasem trochę się poemocjonowałam przed telewizorem, to mam świadomość, że największą gorycz po porażce czuje sam przegrany, ale najważniejsze jest wyciągnięcie z niej lekcji i nie popełnienie drugi raz tych samych błędów.

Generalnie to tyle o Igrzyskach.
Chociaż nadal pewnie trochę za dużo.

Muszę znaleźć sobie jakieś nowe miejsce do robienia zdjęć, ponieważ mam dużo nowych rzeczy, o których chciałabym tutaj napisać. Na razie będę wkładała obrazki z internetu, a potem je zmienię. A teraz przechodzimy do tematu.

Przed Wami light novelka, jedna z niewielu w Polsce. Pierwsze light novelki na polskim rynku nie były zbyt popularne i mało osób, nawet z kręgu tych, którzy kupują mangi i interesują się najnowszymi wydaniami, znają ich tytuły. Było ich niewiele, a wydawnictwa nie chciały zainwestować w tłumaczenie kolejnych, z powodu wcześniejszych niepowodzeń. Pierwszą novelką, która wywołała niemałą sensację i ożywienie rynku, to Sword Art Online, pierwowzór jednego z najbardziej znanych anime. Chociaż posiadam wszystkie tomy z tej serii, to dzisiaj jednak skupię się na innej, a mianowicie Log Horizon.


Tytuł mało znany, który poleciła mi koleżanka. Obejrzałam kilka odcinków anime. Pierwsza myśl, jaka mi się nasunęła to, że jest to gorsza wersja właśnie Sword Art Online. Fabuła zaczęła się rozwijać, a moje pierwsze wrażenie ulotniło się. Jednak, czy to znaczy, że Log Horizon jest oryginalnym i ciekawym anime? Po kilku odcinkach mogę powiedzieć, że po dosyć nudnym początku, cała akcja zaczyna się rozkręcać. Przerwałam w dosyć ważnym momencie, ponieważ dowiedziałam się o premierze novelki i chcę z niej się dowiedzieć, co będzie dalej.

Ale chwila - nie napisałam jeszcze o czym w ogóle jest ta novelka. Otóż kilka tysięcy użytkowników pewnej gry zostaje uwięzionych w ciałach swoich bohaterów po premierze nowego dodatku. Jednak nie wszystko w świecie przedstawionym jest takie, jakim było w świecie 2D, a także zmianom uległy niektóre opcje tejże gry. Główny bohater, Shiroe, wraz z grupą przyjaciół próbuje poznać reguły panujące w nowej rzeczywistości i się z niej wydostać.

Podoba mi się ogólny koncept fabuły. Bardzo przypadły mi do gustu ilustracje oraz strony rozpoczynające rozdziały, gdzie zamieszczono statystyki postaci w grze. Świat przedstawiony też wydaje mi się dość oryginalny. Ale oczywiście, jak zawsze, musi być jakieś "ale". Nie mam nic do zarzucenia sposobowi pisania autora, tłumacz także wykonał kawał dobrej roboty. Mimo to znalazła się rzecz, która bardzo mnie irytowała. Mianowicie ciągłe powtarzanie niektórych informacji, zarówno o świecie przedstawionym, jak i o zamiarach oraz poczynaniach bohaterów. Mimo że we wcześniejszej rozmowie bohaterowie mówią, że wybierają się do Akiby, to i tak wszystko jest powtórzone jeszcze raz, a także ponownie wymienione są wszystkie powody, czemu tam zmierzają. Nie można pominąć oczywiście trzech opisów drogi, którą muszą przebyć...
Kolejną rzeczą, która nieco niszczy cały klimat są bohaterowie. Autor stara wykreować się zupełnie inny wizerunek postaci w swoich opisach niż, kiedy przestawia ich myśli, czy dialogi. Pomijając ten fakt nie zauważyłam w nich nic, co mogłoby wywołać moją sympatię do nich. O wiele ciekawsze byłoby przedstawienie wydarzeń z punktu widzenia jakiegoś antagonisty. W pierwszym tomie wystąpił tylko jeden taki, ale jestem pewna, że wkrótce pojawią się kolejni.
Moja ocena: 4,5/7


Znowu się rozpisałam, więc szybko przechodzę do kolejnej "minirecenzji". Tym razem jednak tom 4. jednej z moich ulubionych, długowyczekiwanych serii, czyli Tonarii no Kaibustu-kun, a po polsku Bestia z Ławki Obok.


Polski tytuł jest okropny, ale fabuła jest genialna. Niestereotypowy romans z dużą dawką humoru.
W tomie 4. było trochę mniej humoru, ale była jedna z moich ulubionych, romantycznych scen, także nie narzekam^^
Znowu trochę zabawy w kotka i myszkę między głównymi bohaterami, ale wiem, że już niedługo się to zmieni.
W tomie drugim było bardzo mało scen poświęconych bohaterom drugoplanowym, którzy nie są może wyjątkowo interesujący, ale stanowią bardzo dobrą odskocznie od głównego wątku. Dzięki temu ta "zabawa w kota i myszkę", jak wcześniej to nazwałam, nie jest taka irytująca. Dlatego cieszę się, że w ostatnich dwóch tomach poświęcono im wystarczająco dużo uwagi i również w ich życiu może zadziać się coś ciekawego.
Już niedługo polskie tłumaczenie dogoni fabułę anime. Jestem bardzo ciekawa, co dzieje się dalej. Nie chciałam psuć sobie niespodzianki, więc nie przeczytałam tłumaczeń z internetu, nawet tych po angielsku. W tym temacie byłam optymistką i bardzo liczyłam na to, że w końcu któreś wydawnictwo zajmie się tłumaczeniem tej mangi. Jestem ogromnie wdzięczna Studiu JG, za to, że mój optymizm został uzasadniony, mimo że w wydawaniu tomików panuje pewna nieregularność.
Moja ocena: 5,7/7
 

 
Dzień dobry!
Już od trzech dni mam zamiar coś napisać, ale mi ni wychodziło. Jednak tak dłużej być nie może i dlatego teraz tutaj piszę.

Znowu będzie o filmie, ale tymczasowo nie mogę wstawiać zdjęć, gdyż nie mam dobrej scenerii do ich robienia. Myślałam też, żeby zrobić jakiś "Back to school", ponieważ niedługo zaczyna się rok szkolny, lecz nie kupiłam jeszcze wszystkich rzeczy oraz z mojej listy wynika, że w tym roku nie będzie ich zbyt dużo ani nie będą jakieś specjalnie ciekawe, więc jeszcze się nad tym zastanowię.

Ale przejdźmy już do właściwego tematu.
Bardziej podoba mi się oryginalny tytuł filmu, czyli "Black Swan". Uważam, że o wiele bardziej pasuje do produkcji. Miałam zamiar obejrzeć film już dawno, ale nie mogłam znaleźć czasu, czego bardzo żałuję.


Pierwsze, co rzuca się w oczy, kiedy patrzymy na plakat, to znakomita obsada. W filmie główną rolę gra Natalie Portman, a postacie drugoplanowe zostały odtworzone między innymi przez Mile Kunis i Vincenta Cassela.

Wspominałam już wcześniej, że bardzo trudno przychodzi mi ocenianie rzeczy, które bardzo mi się podobają. Nie chcę się cały czas powtarzać, pisząc o tym jaka wspaniała była scenografia, jak dobrzy byli operatorzy kamer, jaki oryginalny był pomysł itp, itp. Przed rozpoczęciem tworzenia tego wpisu poczytałam kilka recenzji innych osób i postanowiłam, że wstawię odnośniki do dwóch, które według mnie najtrafniej opisują film. Przytoczę także ich fragmenty, które są według mnie warte uwagi i je skomentuję:

http://www.filmweb.pl/reviews/Z+ob%C5%82%C4%99dem+jej+do+twarzy-10813

"Dawno nie widziałem jednak filmu, który w tak kompletny i fascynujący sposób przekładałby jeden artystyczny język na drugi i opowiadał za pomocą obrazu o czymś możliwym do uchwycenia tylko w tańcu."
"Spektaklu nie oglądamy z perspektywy widowni. Kamera szusuje między wykonawcami, zdejmuje ich w zbliżeniach i półzbliżeniach, panoramuje jak szalona, kręci piruety."

Film opowiada o balecie, czyli specyficznej odmianie tańca, która nie jest już tak bardzo popularna i dla wielu ludzi wydaje się czymś pięknym, ale jednocześnie odległym. Tutaj poznajemy baletnicę w bliższym wydaniu, widzimy, że jej życie wcale nie jest takie kolorowe, jak może się wydawać siedząc na widowni. Jedną z zalet tej produkcji jest właśnie bezustanne śledzenie poczynań bohaterki z bliska, bez zbędnego dystansu.

"Podobnie jak baletnica Nina, jego pompatyczny, eklektyczny i groteskowy "Czarny łabędź" jest bliski perfekcji."

Według mnie to doskonałe podsumowanie całości. Żadne z tych słów nie opisuje dokładnie filmu, jednak kiedy występują obok siebie są dokładnie tym, o czym pomyślałam po obejrzeniu.

http://film.org.pl/r/recenzje/czarny-labedz-4-52099/

"Nadreprezentacja i nadekspresja środków, użyte jednak z rozmysłem. Bo w dzisiejszym hałaśliwym świecie trzeba krzyczeć, by być usłyszanym."

Nad ostatnim zacytowanym zdaniem mogłabym się rozpisywać, ale to temat na inny wpis (być może). Jednak zgadzam się z nim w 100%. Trudno było mi wybrać tylko fragment tej recenzji, ponieważ uważam, że w całości jest trafna i wyraża to, co zostało przedstawione w filmie.
Moja ocena: 9/10
  • awatar Malina ♡: Super blog :) Wpadnij do mnie i zostaw po sobie jakiś ślad ;*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Witajcie po bardzo długiej przerwie!
Nie pierwszej z resztą i pewnie nie ostatniej.

Przychodzę dzisiaj do Was z filmem, "Alicja po Drugiej Stronie Lustra", który został wyprodukowany niedawno.

Pierwsza część "Alicji..." była dla mnie wprost fenomenalna. Oglądałam ją kilkakrotnie i nigdy mi się nie znudziła. Bardzo polecam wszystkim, którzy jeszcze nie widzieli. Dlatego, że pierwsza część zobaczyła stała się jednym z moich ulubionych filmów, miałam duże wymagania względem części drugiej. Lecz czy zostały one spełnione?


Pierwszą rzeczą, którą uświadomiłam sobie po obejrzeniu, jest to, że te niecałe dwie godziny zleciały mi w mgnieniu oka. Pomyślałam sobie: "Jak to? Już koniec?". Z jednej strony film bardzo mnie wciągnął, lecz z drugiej zostawił po sobie pewien niedosyt. Wszystkiego było trochę za mało. Za mało Kapelusznika, za mało kota z Cheshire, za mało przygód, za mało magii. W porównaniu z pierwszą częścią, gdzie każdy bohater miał swoją chwilę, tutaj skupiono się tylko na kilku, ale też nie wyszło to zbyt dobrze. Nie spodobała mi się rozpaczająca wersja Szalonego Kapelusznika.

Także gra aktorska była, moim zdaniem, gorsza niż w pierwszej części. Może miał na to wpływ także scenariusz, ale postacie wydały mi się zupełnie inne niż wcześniej.

Świat przedstawiony w filmie był mniej magiczny, fascynujący. Zdawał mi się za bardzo realistyczny, podobny do naszego.

Żeby nie wyszło na to, że "Alicja po Drugiej Stronie Lustra" ma same wady, to napiszę o czymś, co sprawiło, że "wciągnęłam się" w oglądanie. Niesamowicie interesujące było rozwinięcie niektórych wątków z poprzedniej części, dowiedzenie się, dlaczego te wszystkie zdarzenia miały w ogóle miejsce. Wszystko okazało się trochę inne niż się spodziewałam, a zaczęło się od... ciastka. Po więcej zapraszam do obejrzenia filmu

Moja ocena: 4,5/7
 

 
Witajcie!
Tak rzadko się witam. Chyba czas to zmienić
Niestety, nie ma mnie teraz w domu, więc muszę pisać z laptopa, co jest trochę mniej wygodne niż pisanie z normalnego komputera, a ja nie jestem do tego przyzwyczajona. Jednak chciałam coś koniecznie napisać z dwóch powodów: ostatni wpis był baaardzo dawno temu (jest to spowodowane moim wyjazdem i przygotowaniami do niego) oraz pragnę się podzielić z Wami moimi wrażeniami na temat tych dwóch filmów.

Jak możecie się domyślić, to będę pozytywne opinie, ponieważ staram się pisać o rzeczach, które zrobiły na mnie dobre wrażenie, Oczywiście, znajdzie kilka wyjątków. Tym razem nie będę się zbytnio rozpisywać.


Zacznijmy od starszej produkcji.


Film opowiada o Molly Mohoney, która jest niepewną siebie asystentką w MAGICZNYM sklepie z zabawkami, należącym do pana Magorium. Jednak pewnego dnia właściciel zamierza odejść i zostawić w spadku cały sklep właśnie Molly. To powoduje, że zaczynają dziać się dziwne rzeczy, a miejsce traci swoje magiczne właściwości.

To oczywiście baardzo uproszczona wersja wydarzeń. Pierwszy raz o tym filmie usłyszałam, gdy miałam 8 lat. Dostałam gdzieś ulotkę z datą premiery. Jednak nie obejrzałam go ani w kinie, ani nigdzie indziej.

Wszystkie wydarzenia przedstawione w filmie opowiadane są przez samotnego chłopca, którego Molly jest jedyną przyjaciółką, w formie bajki.
Uważam, że w pewnym stopniu produkcję można porównać z "Małym Księciem'. Mianowicie mam na myśli to, że teoretycznie skierowany jest do dzieci, ale nawet dorośli mogą odkryć w nim coś edukującego, wartościowego. Dzięki swojemu doświadczeniu i większej umiejętności dedukcji dostrzegają w filmie "drugie dno".

Element, o którym muszę wspomnieć, to oczywiście, fantastycznie zagrana rola Molly przez Natalie Portman. Ta bohaterka pokazuje nam, że nawet dorośli powinni mieć w sobie coś dziecięcego, ponieważ to sprawia, że nawet nudna, szara rzeczywistość może stać się wyjątkowa. Jednak moją ulubioną postacią stał się pan Magorium, niezwykły właściciel sklepu, który jada posiłki ze swoją zebrą xd

Także zadbano o grafikę. W oczy rzucają się niezwykłe kolory, które mają podkreślić magiczność miejsca, jakim jest Emporium. Zabieg ten niewątpliwie się udał, a wnętrze sklepu jest, według mnie, niezwykłe.

Obejrzałam ten film w wersji z polskim dubbingiem, który, wyjątkowo, mi się spodobał. To naprawdę coś niezwykłego, ponieważ zazwyczaj nie mogę słuchać polskiej wersji tych nowszych produkcji i oglądam je w większości z napisami. Nie zawiedli mnie tym razem kultowi polscy lektorzy, czyli Piotr Fronczewski i Jolanta Fraszyńska.
Moja ocena: 5,8/7


To teraz drugi film, o którym napiszę dużo krócej:


Losy wielu ludzi przeplatają się ze sobą, chociaż czasem nie mamy nawet o tym pojęcia. Nawet najmniejsza decyzja jednego człowiek, może wpłynąć na losy całej ludzkości. Jak to się dzieje? Co łączy dżetelmena podróżującego do dawnej angielskiej kolonii z rebeliantem walczącym w futurystycznym Seulu?

W filmie przeszłość przeplata się z przyszłością i łączy z teraźniejszością. Przedstawiono różnych bohaterów, mieszkających w różnych częściach świata, ale także żyjących w różnym czasie. Różnych, ale tylko na pozór.

Mimo że w filmie jest dużo bardzo zróżnicowanych wątków, które odbiegają od siebie gatunkowo, to nie ma w tym chaosu. Nie chcę zdradzać szczegółów tego filmu. Na pewno nie zawiedziecie się, jeśli chodzi o grę aktorską, wykonanie, fabułę i oryginalność. To dla mnie dzieło niemal idealne.
Moja ocena: 6.7/7


To tyle na dzisiaj. Postaram się niedługo dodać także jakieś zdjęcia z wyjazdu i inne informacje na jego temat.
A także w najbliższym czasie zamierzam przeczytać książkę "Atlas Chmur". Przy czym najbliższy czas, to bardzo nieokreślony termin.
 

 
Mam 14 śladów po ugryzieniach komarów. Gdy słyszę ich bzyczenie po nocach, to krew mnie zalewa. Za jedyną broń służy mi muchołapka. Zdaję sobie sprawę, że przygrywam tę samotną walkę. ALE! nie zamierzam się poddawać! Znalazłam sojusznika - wroga mojego wroga. Ja dałam jej miejsce do życia, ona w zamian poluje dla mnie na komary. Mam, oczywiście, na myśli Pajęczycę Sabrinę. Jednak ciii! Komary nie mogą dowiedzieć się o naszej współpracy - jest ona ściśle tajna. Jest tak bardzo tajna, że nawet Sabrina o niej nie wie... Nawet pewnie nie zdaje sobie sprawy z mojego istnienia...
Jednak fakt, że jest ze mną dodaje mi otuchy. Dzięki niej śpię w nocy bardziej spokojnie xd

Koniec już tych żartów z komarów, bo to bardzo poważny temat. Jakbym miała alergię umarłabym już 14 razy xd Może trochę przesadzam, ale nienawidzę budzić się z tyloma swędzącymi krostami. Na szczęście mam jeszcze moją maść.

Teraz jednak przechodzę do ciekawszej kwestii, czyli małej pogadanki o pryszczach. Oczywiście to, co tu napiszę nie musi się odnosić do wszystkich, ponieważ każdy jest inny i jego organizm działa inaczej. Nie są to także wszystkie informacje. Na pewno będę jeszcze więcej o tym pisała w przyszłości, jednak to bardzo szeroki temat.

Trafiłam kiedyś na bardzo fajną grafikę, na której zaznaczono miejsca i najczęstsze przyczyny występowania pryszczy. A oto ona:


Napisy przy obrazku są trochę niewyczerpujące, dlatego znalazłam lepszy artykuł, w którym dokładniej opisano przyczyny występowania pryszczy w różnych częściach twarzy:
http://www.cosmopolitan.co.uk/beauty-hair/tips/a10302/face-mapping-what-do-your-spots-mean-108737/
Postanowiłam pokusić się nawet o przetłumaczenie go na język polski.

CZOŁO I LINIA WŁOSÓW: Podczas, gdy grzywka może pomóc ukryć skazy na czole, może również gromadzić tłuszcz z produktów do stylizacji i potu, powodując brzydkie pryszcze w górnej części twarzy. Ale grzywka grzywką (nie wiem, jak inaczej to przetłumaczyć. Chodzi o to, że nie musi być to wina grzywki), może to być również spowodowane nieodpowiednią diety.
Caroline mówi: "Te plamy mogą wskazywać na nadmierne spożycie czerwonego mięsa, tłuszczów nasyconych i alkoholu", a więc należy obniżyć jedzenie tych grup żywności oraz spożywanie alkoholu. Spróbuj pozbyć się trochę toksyn, wyrzucając ze swojego jadłospisu mięso i alkohol na rzecz świeżych warzyw, herbat ziołowych i wody.

NA POLICZKACH: Policzki mogą być jednym z najczęstszych miejsc występowania pryszczy, a zarazem najtrudniejszych do ukrycia.
"Plamy na policzkach mogą być wynikiem zbyt dużej ilości mięsa, cukru i produktów mlecznych", mówi Caroline.
Jeśli odnosi się to do Ciebie, pomyśl o eliminowaniu każdej z tych grup żywności, jedna po drugiej przez kilka tygodni, aby sprawdzić, czy stan Twojej skóry się poprawia. Jesteś tym, co jesz, mimo wszystko...

NA ŻUCHWIE: Na szczęście te krosty nie są tak widoczne jak w innych rejonach twarzy, ale nadal nikt nie chce ich mieć.
Caroline uważa, że przyczyna może być także związana z dietą. "Plamy na szczęce mogą wskazywać na zatory w jelicie grubym, często spowodowane mocno przetworzoną żywnością."
Przetworzona żywność może oznaczać dania gotowe do spożycia, ale także na przykład ciastka, więc myśl o tym, co jesz.

Dodatkowe tłumaczenie wybranych fragmentów obrazka:

MIĘDZY OCZAMI: Jedzenie zbyt kalorycznych potraw (np. masła, oleju, cukru, itp.) i picie za dużo alkoholu lub jedzenie potraw z działaniem alergicznym.

WOKÓŁ UST: Jest to oznaka złego stanu zdrowia.

NA BRODZIE: Brak równowagi hormonalnej wywołanej przez stres.

Znalazłam także artkuł, mówiący o tym, że występowanie pryszczy w poszczególnych rejonach twarzy może mieć związek ze złą kondycją niektórych organów wewnętrznych:
http://www.psychologiawygladu.pl/2015/08/tradzikowa-mapa-twarzyskad-sie-biora.html

Jednak nie należy brać tego wszystkie bardzo do siebie i od razu umawiać wizytę u lekarza, ponieważ jest wiele bardziej przyziemnych powodów powstawania pryszczy, zwłaszcza w okresie dorastania.
 

 
Pisałam ostatnio, że zainstalowałam sobie Windows 10 i, mimo że nie ma tego w tytule, to napiszę parę słów na temat wrażeń, jakie we mnie wywołał. Lubię w nim to, że nie ma już ekranu z kafelkami i jest klasyczny "Start". Brakuje mi nadal tych opcji, które pojawiały się w Windowsie po przeciągnięciu myszką po prawej stronie ekranu. To było dla mnie bardzo poręczne, ale muszę się przywyczaić. Podoba mi się przywrócenie klasycznego "Startu". Natomiast nie przypadła mi do gustu przeglądarka "Microsoft Edge". Chyba zacznę używać znowu Firefoxa.


Byłam dzisiaj na zakupach <znowu xd>. Tym razem bardziej kosmetycznych. A oto moje łupy:


1. COLGETE Max White - pasta do zębów.
2. ALTERRA - żurawinowe mydło.
3. ISANA - lawendowo-waniliowy płyn do kąpieli.
4. ZIAJA - tonik zwężający pory na dzień/noc.
Chociaż mam tonik, to kupiłam go sobie, ponieważ mam ostatnio bardzo rozszerzone i widoczne pory na policzkach w okolicy płatków nosa. Zacznę go używać dopiero, gdy dokończę mój poprzedni produkt i dopiero wtedy zamieszczę tutaj swoją opinię na jego temat. Aczkolwiek widziałam w internecie wiele pozytywnych recenzji tego toniku.
5. Skarb - darmowy magazyn wydawany przez drogerię Rossmann.
Najpierw nie chciałam go wziąć, ponieważ mam tak dużo innych magazynów i nie chciałam czegoś, co mogłabym prawie od razu wyrzucić. Ale jednak zabrałam go do domku i nie żałuję. Wyjątkowo podoba mi się ten numer. Fajnie połączyli reklamę kosmetyków z poradami kosmetycznymi, reklamami i, co wydało mi się najciekawsze, wywiadami.


I tak przechodzimy do kolejnego tematu, czyli strony. A jest to mianowicie blog modowy Macadamian Girl. Pewnie wiele z Was o niej słyszało, ponieważ jest dość znana, ale ma wrażenie, że nie aż tak bardzo, jak, na przykład Maffashion czy Jessica Mercedes. To właśnie z nią zamieszczono wywiad w sierpniowym "Skarbie". W jej stronie podoba mi się to, że pisze przede wszystkim o modzie, daje bardzo dobre i precyzyjne porady, czego brakuje mi w wielu innych stronach tego typu. A oto jej strona i kanał na YouTube:
http://macademiangirl.com/
https://www.youtube.com/user/tgonzalezperea/videos
Nadal wyznaję przewagę treści pisanej nad filmikową/youtubową, także szczególnie polecam bloga.


Coś, co mnie zaskoczyło w "Skarbie", to wywiad z Michałem Winiarski. Dla tych, którzy nie wiedzą, kto to jest (czyli jakieś 75% społeczeństwa), jest to siatkarz, były kapitan reprezentacji Polski, która wygrała, m.in. Mistrzostwa Świata 2014 odbywających się w naszym pięknym kraju.
Już niedługo rozpoczynają się Igrzyska Olimpijskie i bardzo się cieszę z tego faktu. Na pewno będę kibicować polskim reprezentantom, a szczególnie siatkarzom, którzy, mam nadzieję, przejdą pechowe ćwierćfinały, na których zatrzymywali się, zarówno na Igrzyskach w Londynie, jak i Pekinie. Tym razem są oni w grupie z Iranem, Rosją, Egiptem, Argentyną i Kubą.
Początek imprezy już 5 sierpnia, a pierwsze mecze siatkarskie 7 sierpnia. Mimo że nie będzie mnie w domu, to i tak nic nie powstrzyma mnie od obejrzenia.


Teraz kilka słów o innym wydarzeniu, które oficjalnie zaczęło się dzisiaj, czyli Światowych Dniach Młodzieży, które tym razem mają miejsce w Krakowie. Mimo że nie biorę w nich bezpośredniego udziału, to oglądam wiele transmisji w telewizji. Jestem bardzo zadowolona i dumna z tego, że uznano nasz kraj za godny do organizacji tak ważnego wydarzenia dla katolików. To niezwykłe, że tak dużo młodych ludzi zebrało się w jednym miejscu, aby umacniać swoją wiarę. Nawet tylko oglądając to czuję niesamowicie pozytywną energię, która bije od wszystkich uczestników. Myślę, że takie wydarzenie na pewno jest potrzebne, szczególnie teraz, kiedy dużo osób odchodzi od wiary.


A teraz bardzo odbiegając od tematu poprzedniego, bardzo krótka recenzja dopiero przeczytanego przeze mnie 8. tomiku Tokyo Ghoula, który pożyczyłam od przyjaciółki (dziękuję C i bardzo).


Tym razem fabuła skupiła się bardziej na przeszłości. Mamy tutaj zaprezentowane wydarzenia, które spotkały Toukę i jej brata, Ayato, w dzieciństwie, przyczynę ich konfliktu. Także poznajemy mroczną stronę właściciela kawiarni Ateiku. A to wszystko jest tłem dla bitwy między Aogiri, oddziałami CCG i Anteiku, która zbliża się ku końcowi.

Jak zwykle zaprezentowano kilka pojedynków, które napędzają akcję. Bardzo interesujący koniec. Chociaż wiem, co się stanie dalej, z powodu anime, to i tak mam ochotę przeczytać następny tom. Charakterystyczna kreska dodaje mandze unikalności. Uważam, że tom podtrzymuje poziom poprzednich i spodziewam się jeszcze więcej po dalszych wydarzeniach.


Teraz "coś do picia". Zobaczyłam to na półce w sklepie i musiałam spróbować.


Jestem pozytywnie zaskoczona, ponieważ myślałam, że będzie smakować dużo gorzej. Zielona herbata i miód to bardzo dobre połącznie, przynajmniej w tym przypadku. Ma przyjemny zapach oraz nieźle smakuje, jednak nie ma większej rewelacji. Ponadto cała butelka to tylko 10 kcal, czyli picie jest dobre także dla osób, którzy są na diecie. Są jeszcze inne smaki, których może spróbuje w najbliższym czasie, ale myślę, że na razie wystarczy mi zwykła woda


Tym razem będzie więcej piosenek, ponieważ niedawno znalazłam parę, które mi wpadły w ucho.
Świetny cover, nieodbiegający zbytnio od oryginału, ale bardziej mi się podoba. Także utalentowani wykonawcy i śliczna barwa głosu wokalistki.

Uważam, że tekst bardzo dobrze oddaje uczucia, jakie towarzyszą zakochaniu. Także bardzo podoba mi się dość szybki rytm i głos piosenkarki.

Ostatnia piosenka, która podoba mi się chyba najmniej ze wszystkich. Pierwszy raz po usłyszeniu w ogóle przełączyłam na coś innego. Ale posłuchałam jeszcze raz i stwierdziałam, że nie jest najgorsza. Nie podoba mi się ta dziwna muzyczka po refrenie, ale rekompensują ją zwrotki.


Uhhh, to już koniec. Pisałam ten wpis dość długo, ponieważ robiłam parę rzeczy na raz.
Bardzo nie lubię tego, że muszę pogorszać jakość zdjęć, które robię, ponieważ mają za duży rozmiar...

Często podczas pisania postów mam przed sobą rzeczy, o których piszę i zaczynam się nimi bawić, szczególnie, kiedy nie mogę sformułować myśli. Obracam je w palcach, jakbym miała je w rękach po raz pierwszy i chciała je dokładnie poznać, ale to chyba rzeczywiście coś daje, ponieważ zazczaj potem wpadam na pomysł, co napisać albo przypomina mi się odpowiednie słowo, które dobrze oddaje moje uczucia. Ale czasami kończy się to tym, że przedmiot, który mam w ręku wypada mi na podłogę, a ja podnoszę go dopiero po chwili, ponieważ akurat teraz mam w głowie odpowiednie zdanie xd

W ogóle zdałam sobie dzisiaj sprawę, jak dużą przyjemność sprawia mi dzielenie się z Wami moimi przemyśleniami. Cieszę się, że założyłam tego bloga i nie tłumię już tych wszystkich rzeczy w sobie. Chciałabym jeszcze lepiej wyrażać to, co czuję, nauczyć się, jak zainteresować jeszcze większą ilość osób tym, co piszę oraz przestać powtarzać niektóre frazy...

Jeszcze przede mną dużo pracy
 

 
Mam wielką ochotę na coś słodkiego, ale w domu nic takiego nie ma, a nie chce mi się ruszyć tyłka do sklepu xd Jestem za leniwa...

Tym razem napiszę o czymś trochę innym, ale nadal związanym z pielęgnacją twarzy. Kiedy się zainteresowałam tym tematem, zobaczyłam, jak dużo jest kosmetyków do zadbania o cerę i trochę się przestraszyłam nakładania na skórę tak dużej ilości sztucznie wyprodukowanych produktów. Udałam się więc do sklepu zielarskiego i tam znalazłam płyn różany.

Brzmi nieźle, prawda?
Płynu różanego można używać zamiast toniku, ponieważ ma wiele podobnych właściwości.
A oto mój wybór:


OPIS: Różany płyn jest znakomitym środkiem upiększającym cerę. Potrzebną wilgoć przekazuje skórze w najbardziej przyjemny sposób. Sporządzany według klasycznego przepisu, ma ożywczy, subtelny zapach oraz kojącą moc. Dzięki obecności składników naturalnie aktywnych biologicznie nawilża, wygładza i uelastycznia naskórek.
Cena: ok. 12 zł w sklepie zielarskim.

OPINIA: Zacznę od tego, że ten płyn to świetne zastępstwo toniku, szczególnie w upalne dni, kiedy potrzebujemy odświeżenia. Plusem jest również dozownik, dzięki któremu rozpylenie staje się proste i daje dodatkowy efekt świeżości. Rzecz, która mnie zaskoczyła to to, że płyn rzeczywiście doskonale nawilża. Podczas używania zdarzało mi się nawet odmawiania sobie kremu nawilżającego, ponieważ wystarczał mi w tym celu tylko ten produkt. Natomiast nie zauważyłam żadnego działania wygładzającego, aczkolwiek nie oczekiwałam tego.
Moja ocena: 5,5/7

Firma Filomed zawiera w swojej ofercie także płyn lawendowy i oczarowy, które mają trochę inne działanie. Jeszcze ich nie wypróbowałam, ale może się niedługo skuszę.
A oto ich strona internetowa:
http://www.fitomed.pl/kategoria-produktu/kosmetyki-fitomed/mgielki-do-twarzy/
 

 
Wczoraj skończyłam czytać tę książkę i postanowiłam opisać ją jak najszybciej, ponieważ pamiętam teraz dużo więcej rzeczy, na których mogę oprzeć swoją opnię.

Nie jest to pierwsza książka Ricka Riordana, którą miałam przyjemność przeczytać. Jestem w posiadaniu całej serii, pt.: "Percy Jackson i bogowie olimpijscy", z której chyba najbardziej zasłynął ten autor. Natomist po nabyciu "Kronik Rodu Kane" i "Olimpijskich Herosów" jestem fanką nie tylko Percy'ego, ale również samego pisarza. Z tego powodu, kiedy dowiedziałam się, że wychodzi kolejna jego książka, tym razem o mitologii nordyckiej, stwierdziłam, że na pewno ją kupię.


Nie mogę w tej recenzji nie zwrócić uwagę na przepiękną, barwną okładkę. Podoba mi się sam projekt, jak również dobór kolorów.

Chociaż przysłowie mówi, aby nie oceniać książki po okładce, to tutaj jest wręcz odwrotnie. Fabuła książki jest równie magiczna, co oprawa. Jak we wszystkich seriach Ricka Riordana, jest tu wiele tajemnic, akcji i zabawnych komentarzy głównego bohatera. Ta mieszanka sprawia, że czytelnik się nie nudzi. Także dużym plusem są oryginalni, niewyidealizowani bohaterowie, którzy łatwo zapadają w pamięć.

Według mnie mitologia nordycka może być dość ciężkim orzechem do zgryzienia w książkach młodzieżowych. O ile o bogach greckim i egipskich uczymy się przynajmniej trochę w szkole, o tyle o skandynawskich prawie w ogóle nie ma wzmianek w podręcznikach, więc informacje trzeba czerpać na własną rękę. Przed przeczytaniem "Miecza Lata" moja wiedza na ten temat również była bardzo niewielka, ograniczałam się do postaw, dlatego trochę bałam się, że książka będzie dla mnie zbyt ciężka, nieciekawa. Jednak bardzo się pomyliłam. Autorowi świetnie poszło wplecenie całego nordyckiego uniwersum w rzeczywistość. W rezultacie wyszło nietypowe połączenie, które nie tylko jest interesujące dla czytelnika, ale także w pewien sposób uczy.

Na koniec muszę jeszcze wspomnieć o genialnym poczuciu humoru pisarza. Uwielbiam czytać jego serie również z tego względu, ponieważ są jednymi z nielicznych, przy których się śmieję. Zabawne komentarze bohatera, sarkazm i wiele śmiesznych sytuacji sprawia, że nawet cięższe tematy stają się przyjemniejsze i łatwiejsze do przeczytania.

Usatysfakcjonowała mnie grubość książki i jej treść, mimo że spodziewałam się czegoś o wiele bardziej przytłaczającego. Jestem bardzo zadowolona z zakupu i mam nadzieję, że szybko wyjdzie następna część.
Moja ocena: 6,5/7
  • awatar 星FairyBlue: Wielbię Herosów i zastanawiałam się, czy seria o Asgardzide też będzie tak fajna^^
  • awatar ForveDura: Lubię książki Ricka, zapowiada się ciekawie, więc chyba po to sięgnę. O ile starczy mi czasu xD
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Już dawnooo nie było nic o anime i mandze, ponieważ przez długi czas nie oglądałam ani nie czytałam nic tego typu. Mimo wszystko ostatnio po mojej głowie zaczęła krążyć ponownie ta seria, dlatego pomyślałam, że czemu by jej tutaj nie opisać.

Jedno z moich pierwszych anime shoujo i w ogóle anime, czyli Sukitte ii na yo.


Anime opowiada o nieśmiałej dziewczynie, Tachibanie Mei, która nie potrafi odnaleźć się w licealnym społeczeństwie. Pewnego dnia zwraca na nią uwagę najbardziej popularny chłopak w szkole, a spotkanie z nim zaczyna zmieniać jej dotychczasowe życie.

Moja zapowiedź brzmi, jak typowy romans, jakim to anime rzeczywiście jest. Chociaż nieco przewidywalne i szablonowe, to mimo wszystko mnie nie nudziło. Podobało mi się to, jak główna bohaterka powoli się zmieniała, otwierała na ludzi. Chyba najbardziej do gustu przypadł mi moment, kiedy związek Tachibany stanął pod znakiem zapytania, a sama postać musiała cierpieć z tego powodu. Nie cieszę z jej nieszczęścia, bynajmniej, ale uważam, że pokazanie problemów bohaterów sprawia, że anime stało się bardziej realistyczne. Nie jest iluzją idealnego świata, w którym wszyscy są szczęśliwi.

Co do kreski, to nie zrobiła ona na mnie większego wrażenia. Nie ma w niej niczego nadzwyczajnego ani zbyt pięknego, szczególnie jeśli chodzi o wygląd głównej bohaterki.

Mimo wielu wad tego anime, nadal do niego powracam i oglądam ponownie wybrane odcinki.
Moja ocena: 4,5/7
  • awatar Małe życie.: @星FairyBlue: Obejrzałam "Kimi ni Todoke" i było całkiem nieźle, chociaż przeszkadzała mi trochę kreska. Natomiast od anime "To Haru Ride" znacznie wolę mangę :)
  • awatar RainbowxD: Oglądałam te anime i przyznam, że mi się miło tą serię oglądało. Zwłaszcza, że jestem osobą wybredną i raczej za romansami nie przepadam, jednak ta seria jest naprawdę warta obejrzenia. Co prawda, zakończenie trochę zawiodło, ale mimo wszystko, polecam jak najbardziej :).
  • awatar 星FairyBlue: Dla mnie to anime było... za słodkie i jakieś takie rozmemłane^^ Bardziej podobało mi się "Ao Haru Ride" i "Kimi ni Todoke" ^^
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Dzięki stronie Warner Bros. przypomniałam sobie, że niedługo będzie miała miejsce premiera filmu, którego zwiastun bardzo mnie zainteresował. Nie wiem jeszcze jak ani kiedy, ale na pewno go obejrzę. A oto trailer:

Jak można się domyślić film opowiada o grupie największych i najbardziej szalonych złoczyńców, którzy dostają od rządu niemal niewykonalną misję, a ich zadaniem jest uratowanie świata. Jest to ich szansa na odkupienie i opuszczenie więzienia.
Premiera odbędzie się już 4 sierpnia.


Przeglądając Facebooka, co robię ostatnio bardzo rzadko, zauważyłam informacje o tym, ile kalorii możemy spalić wykonując poszczególne ćwiczenia:


Uważam, że ogólnie cała strona, na której widziałam te informacje jest bardzo interesująca. Można na niej znaleźć informacje o zdrowym stylu życiu, żywieniu, kaloriach, ćwiczeniach itp. Polecam wszystkim zainteresowanym tym tematem:
https://www.facebook.com/HealthSecretsAc/


Nadszedł czas na outfity. Ponieważ bardzo mało na moim blogu piszę o modzie i ubraniach, to postanowiłam, że tym razem zamieszczę tutaj trochę więcej inspiracji modowych.


Tutaj można zauważyć dość śmiałe połącznie marynarki z dresami. Jednak to właśnie przekuło moją uwagę. Podoba mi się komponowanie stylu sportowego z eleganckim. Dzięki temu outfit może być wykorzystywany zarówno podczas dnia w szkole lub w pracy, ale także w trochę bardziej oficjalnych sytuacjach. A tutaj wyszło to bardzo dobrze, również pod względem kolorystycznym.


W tym przypadku bardziej od ubioru moją uwagę przykuł wyrazisty makijaż i niecodzienny kolor włosów. Spodobało mi się również to, że sukienka jest jednokolorowa, dzięki czemu nie ma zbyt wielu barw w jednej stylizacji i nie wygląda to tandetnie. Modny w tym sezonie jest też dekolt widoczny na zdjęciu wraz z odkrytymi ramionami.


Bardzo prosty i codzienny outfit, przeznaczony raczej na sezon jesienny, a jednocześnie według mnie ładny. Pierwsze skrzypce gra tutaj czerwony płaszcz, do którego dopasowano resztę stroju. Jeżeli zobaczę w jakimś sklepie okrycie tego typu, na pewno sobie kupię (chyba, że powstrzyma mnie wysoka cena xd).


Teraz dla odmiany coś bardzo letniego. Lubię takie luźne koszule z nieco przezroczystego materiały. Ślicznie wyglądają z marynarkami, ale nie są tak bardzo formalne, jak zwykłe koszule. Można je także bez problemu łączyć z szortami, co widać na zdjęciu. W tym outficie ważną rolę odgrywają także dodatki - złoto ładnie komponuje się z beżową narzutą.


Na koniec piosenka:
Live jednego z koncertów Seleny Gomez podczas trasy koncertowej REVIVAL. Nie słyszałam wcześniej tej piosenki, ale myślę, że w oryginale podobałaby mi się znacznie mniej. Duet Seleny i Chariego Pusha sprawia, że jest ciekawsza, mniej jednostajna i nudna. Także fryzura piosenkarki wpadła mi w oko. Uważam, że pasuje do niej idealnie, chociaż trochę mnie zdziwiło to, że Selena postanowiła przefarbować włosy na jaśniejszy kolor.
 

 
Weszłam przed chwilą na bloga i zobaczyłam rzecz niesamowitą. Mianowicie licznik wybił już ponad 1000 wyświetleń! Wow! Nie spodziewałam się tego tak szybko.

Z tego powodu dziękuję wszystkim odwiedzającym, obserwującym i komentującym, ponieważ są dla mnie ogromną motywacją do dalszego dodawania wpisów.

A teraz recenzja kolejnego żelu do mycia twarzy.


OPIS:Żel myjący + Peeling + Maseczka 3w1 YOUNG to produkt o specjalnej formule i kombinacji składników aktywnych, łączący trzy funkcje: oczyszczanie, złuszczanie, wyrównywanie kolorytu skóry.

Działanie:
Żel myjący: głęboko oczyszcza i odblokowuje pory, usuwa nadmiar sebum.
Peeling: usuwa martwe komórki naskórka, redukuje zaskórniki.
Maseczka: wspomaga wyrównanie kolorytu skóry, zapewnia matowy efekt.
Cena: ok. 13 zł.

OPINIA: Cechą tego żelu, która mnie zaskoczyła, była jego łagodność. Jako jedyny nie przesuszał mojej skóry, nawet kiedy nie używałam kremów nawilżających. Jednakże jego efekty też nie były tak duże, jak innych. Dobrze oczyszczał, ale miał duże braki w złuszczaniu. W ogóle nie likwidował zaskórniaków. Ładnie wyrównywał koloryt mojej skóry, co było dla mnie dużą korzyścią. Uważam, że to żel dla osób z małymi problemami trądzikowymi, którym zależy przede wszystkim na oczyszczeniu skóry.
Moja ocena: 4,5/7
 

 
Znowu trochę zaniedbałam tego bloga i nie było przez 4 dni. Przepraszaaam.

Na TVP 1 leci właśnie film "Holiday". Chociaż nie jestem wielką zwolenniczką komedii romantycznych, a wręcz przeciwnie, to kiedyś, z powodu nudy, obejrzałam tę produkcję i muszę przyznać, że pozytywnie mnie zaskoczyła.
To tyle mojego wywodu na temat programu telewizyjnego, a teraz treści właściwe i wyjaśnienie, co tu w ogóle się dzieje.

Otóż postanowiłam utworzyć taki cykl, w którym będę się dzieliła rzeczami, które zrobiłam, których spróbowałam, które miały miejsce w moim życiu po raz pierwszy. Proszę nie spodziewać się tutaj jakichś skoków na bungee, ponieważ na to się raczej nie odważę xd Zamierzam opisywać bardzo przyziemne i codzienne rzeczy.

Na pierwszy ogień napiszę o moich wrażeniach po pierwszym wypróbowaniu opaski na oczy do spania.

Dostałam taką rzecz parę lat temu na urodziny wraz z jakimś zestawem do pielęgnacji skóry, ale dotychczas zalegała ona nieużywana w szufladzie. Jednak ostatnio przykuła moja uwagę i postanowiłam ją wypróbować. A oto jak wygląda:

Jest dość obszerna, ponieważ zakrywa mi połowę policzków i prawie całe czoło.

Ale zanim zacznę opisywać moje wrażenia, opowiem, do czego tak naprawdę służy taka opaska do spania.
Otóż, mimo ochrony powiek, do naszych oczu i tak dociera światło. Łatwo to sprawdzić - wystarczy zapalić w nocy lampkę, zamknąć oczy i obrócić w jej stronę głowę. Tak samo jak śpimy dociera do nas światło słoneczne, blask telewizora, monitora itp.
Opaska do spania ma za zadanie odciąć ten dopływ światła do naszych oczu i sprawić, że będziemy zasypiali szybciej, spali "głębiej" oraz nie budziły nas wymienione wcześniej czynniki zewnętrzne.

Ale jak to jest w praktyce?
Pierwszej nocy z opaską na oczy było mi dość trudno zasnąć, ponieważ nie jestem przyzwyczajona do tego, że mam coś na twarzy podczas snu. Natomiast, gdy się obudziłam, byłam kompletnie zdezorientowana, jeśli chodzi o godzinę i nawet widok zza okna mi nie pomógł w ustaleniu tego - musiałam spojrzeć na zegarek xd
Drugi noc była o wiele lepsza, ponieważ dużo szybciej zasnęłam, nawet chyba szybciej niż zazwyczaj. I wydaje mi się także, że rzeczywiście mój sen był "głębszy". Mam także problem z tym, że często budzę się w nocy. Co prawda nadal mi się to przydarza, ale dzięki opasce łatwiej mi potem zasnąć. Nadal jestem czuła na wszystko, co dzieje się w sąsiednim pokoju i na bzyczenie komarów, lecz po tygodniu używania myślę, że jestem lepiej wyspana. Nie myślę tutaj o jakiejś kolosalnej poprawie, ponieważ, gdy ktoś śpi 4 godziny dziennie, wiadomo, że nie będzie się czuł, jak po przespaniu 8...

Jeśli myślicie o zakupie takiej opaski, zwróćcie uwagę na to, z czego jest wykonana. Najlepsze są te zrobione z jedwabiu lub satyny (przynajmniej po wewnętrznej stronie), ponieważ nie podrażniają skóry nawet przy ruchach głowy podczas snu.

Słyszałam także opinię, że opaski do snu mogą zmniejszać poranne zaczernienia, opuchlizny oraz zmarszczki wokół oczu.

Sama tego nie zauważyłam, ale kto wie?
  • awatar G.N.: fajny pomysł :) chyba zakupię taką opaskę :)
  • awatar Ninka_: Nieźle wtedy.. muszę sama spróbować Interesujący wpis, wspaniały blog! pozdrawiam Nina
  • awatar Gitarą i Mieczem!: Kiedyś też taką miałam, ale ani razu z niej nie skorzystałam. I szczerze? Jakoś nie jestem przekonana :P. Pozdrawiam i zapraszam do mnie :).
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Dzisiaj byłam na zakupach i nie obyło się bez kupna paru ubrań. I dodatkowo płynnej pomadki. Za niedługo na pewno o niej napiszę.

Przed chwilą zainstalowałam sobie także Windowsa 10, którego używałam już w szkole, ale dopiero teraz uaktualniłam mój domowy system. Muszę się do niedo przyzwyczaić, lecz nie stanowi dla mnie jakiejś większej nowości. Mam nadzieję, że będzie poręczny.

Po tytule możecie się domyślić, że tym razem napisałam recenzję filmu. A dokładniej serialu. A dokładniej dramy. A dokładniej koreańskiej.

Tak, oglądamy koreańskie dramy. Z resztą nie tylko koreańskie, ale też japońskie. Mam na swoim koncie nawet jedną chińską. W pewnym momencie zauważyłam parę wypowiedzi o takim rodzaju serii telewizyjnych i postanowiła sprawdzić z czym to się je. Początki były trudne, bo nie mogłam przyzwyczaić się do koreańskiego, więc oglądałam tylko japońskie dramy, ale w końcu się przełamałam i chyba nie żałuję.

Jednak z dramami mam taki problem, że bardzo trudno przychodzi mi znajdywanie tych, które mi się naprawdę spodobają. A jedną z nich jest niewątpliwie "Descendants of the Sun". Tytuł bardzo świeży, ale było o nim głośno jeszcze przed premierę. Gdy zobaczyłam przez przypadek jakiś trailer stwierdziłam, że obejrzę, ale moje oczekiwania nie były zbyt duże. Skończyłam ją oglądać parę dni temu, czyli w momencie, gdy już wszystkie odcinki były w internecie dostępne po polsku.


Drama opowiada o tym, jak lekarka i żołnierz Sił Specjalnych próbują przezwyciężyć dzielącą ich barierę zawodową i stworzyć związek.

Nie wiem, jak inaczej streścić ten serial, ponieważ nie tylko o związek tutaj chodzi. Jest wiele sytuacji pobocznych. Postacie cały czas się rozwijają i można śledzić losy nie tylko głównych bohaterów. Drama zawiera w sobie trochę elementów akcji, komedii, romansu i obyczajowości. Jednak takie ekstremalne połączenia nie przeszkadzają w oglądaniu.

Dużą zaletą była dla mnie główna para. Od początku było wiadomo, że skończy się to wszystko ich związkiem, ale mimo to oglądało się naprawdę dobrze. Uważam, że zostali bardzo dobrze dopasowani - zarówno pod względem wyboru aktorów, jak i stworzenia charakterów postaci, ich dialogów, wyglądu.
Akcja, która rozgrywa się w tle, zaciekawia widza i zachęca go do oglądania.

Moją uwagę przykuła także przepiękna i dobrze dobrana ścieżka dźwiękowa. O ile nie słucham koreańskiej muzyki, to jednak musiałam wysłuchać jeszcze raz piosenek zamieszczonych w dramie. Szczególnie podobały mi się te dwie:


Po obejrzeniu uznałam dramę za jedną z moich ulubionych (jeżeli nie najbardziej ulubioną). I zobaczyłam ją jeszcze dwa razy, a słuchając tych piosenek mam ochotę zrobić to ponownie xd.
Polecam wszystkim fanom dram, ale także tym, który nie są nimi zbyt zainteresowani, ponieważ może ona rozbudzić to zainteresowanie

W przyszłości na pewno znajdzie się tutaj także kilka recenzji innych dram, które mi się spodobały.
 

 
Trochę już mnie tu nie było. Ale nie mogłam znaleźć w sobie motywacji do napisania czegokolwiek. Jednak zaczęły mi zalegać w głowie tematy, którymi chciałabym się podzielić, więc stwierdziłam, że tak dłużej być nie może i trzeba ruszyć tyłek.

Więc oto jestem znowu i nie przedłużając zbytnio mam dla Was recenzję kolejnego żelu myjącego do pielęgnacji twarzy.


OPIS:Czy to produkt stworzony dla mnie? Tak, jeśli masz tłustą lub mieszaną cerę z tendencją do niedoskonałości i zaskórników. Używa się go zarówno jako kremu myjącego, jak i peelingu oraz maseczki. 1. Żel myjący: wzbogacony w cynk o właściwościach regulujących wydzielanie sebum oraz w ekstrakt ze Smithsonite oczyszcza i eliminuje zanieczyszczenia.
2. Peeling: zawiera pumeks, naturalny czynnik złuszczający, aby usuwać martwe komórki i odblokować pory.
3. Maseczka: wzbogacona w białą glinkę posiadającą właściwości łagodzące i absorbujące, aby zmniejszać błyszczenie się skóry.
Cena: ok. 17 zł

OPINIA: Używałam tego żelu dość długo i przynosił dobre efekty. Ma dość przyjemną konsystencję i szybko zapobiegł pojawianiu się dużej ilości pryszczy. Trochę gorzej radził sobie z wągrami, ale można było zauważyć niewielkie efekty. Bardzo podobało mi się w nim to, że pozostawiał skórę bardzo gładką. Jedyną jego wadą było to, że nie potrafił zlikwidować powstałych już niedoskonałości. Po kilku tygodniach używania zauważyłam, że zaczął nieco przesuszać moją skórę. Jednak mimo to uważam, że jest to jeden z najlepiej sprawdzających się żeli, przynajmniej dla mojej cery.
Moja ocena: 5,5/7
 

 
Jako że lato przyszło nie wiadomo kiedy i jak, a ja pod koniec roku szkolnego byłam dość zajętym człowiekiem, to dopiero teraz zaczęłam robić sobie listę postanowień na wakacje, które postanowiłam wdrożyć niebawem w życie.

Jednym z nich to na pewno zadbanie o swoją kondycję, która, tak jak wcześniej napisałam, mocno kuleje.
Z tego powodu zamieszczę stron z ćwiczeniami, szczególnie na brzuch. Co do rozwoju kondycji, to bardzo polecam skakankę. Nie przepadam za bieganiem, więc skakanie to dla mnie fajna alternatywa, a przy okazji bardzo fajna zabawa, przy której bierze udział wiele mięśni (nie tylko nóg).
--> ćwiczenia na talię (http://brightside.me/article/the-best-five-exercises-for-a-slim-waist-you-can-do-at-home-95155/)
--> ćwiczenia na brzuch (http://brightside.me/inspiration-health/the-8-best-exercises-to-get-a-perfect-belly-171555/)
--> więcej o zaletach skakania i jak skakać, żeby nie było nudno (http://fitness.sport.pl/fitness/1,107701,13344833,Trening_ze_skakanka_ksztaltuje_cala_sylwetke.html)

Także zamierzam wprowadzić kilka zmian w sposobie odżywiania. Nie chcę wgłębiać się w szczegóły, ale nie będą to zbyt duże zmiany.
Dla mnie dobra dieta to zdrowa dieta. Dlatego warto dowiedzieć się jakich składników odżywczych nam potrzeba i w jakich produktach możemy je znaleźć. Z tym przesłaniem odsyłam Was do artykułu, z którego można się tego po części dowiedzieć.
--> http://brightside.me/inspiration-health/everything-you-ever-wanted-to-know-about-vitamins-155905/

Ostatnio dużo czasu spędzam oglądając youtube. Powinnam z tym naprawdę przystopować... W każdym razie chcę podzielić się z Wami kanałem, który znalazłam podczas eksplorowania tej strony:
https://www.youtube.com/channel/UCWRV5AVOlKJR1Flvgt310Cw
Znajdziecie na nim filmy o tematyce urodowej, lifestyle'owej, trochę tutoriali i lookbooków. Także polecam wszystkim, który lubią takie klimaty.

Nastał czas na piosenkę:
Dzisiaj ponownie cover, ale bardzo spodobał mi się głos wokalistki i na początku trudno mi było wybrać, którą piosenkę mam tu umieścić, ale jednak ta ma coś, co sprawia, że cały czas klikam "replay".

I ostatnia część miszmaszu, który zapoczątkowałam przez przypadek, czyli outfit:


Bardzo podoba mi się połączenie różowego płaszcza z jasnymi jeansami. Outfit znalazłam na blogu Sweety^ --> http://lusia103.pinger.pl/

Dzisiaj było bardzo dużo linków, ale chciałam się z Wami podzielić tymi wszystkimi rzeczami.
Do napisania jutro!
  • awatar Orzeszkowa<3: Też nie lubię biegania, a trochę ruchu by mi się przydało. Dobrze, że chociaż czasami ruszam się, by pojeździć na rolkach. Porady zdrowotne pewnie bardzo pomocne... Ale mój angielski jest tak kulawy że aż wstyd :D
  • awatar Truskavkovaa !.: SUPER WPIS !! zapraszam do mnie ! :*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Pierwszym kosmetykiem, jaki zdecydowałam się zrecenzować jest żel do twarzy. Nie bez przyczyny akurat on, ponieważ wydaje mi się, że to jeden z pierwszych kosmetyków pielęgnacyjnych, od których zaczynają nastolatki.

Kiedy zaczęłam mieć problemy z młodzieńczym trądzikiem, moja koleżanka poleciała mi akurat ten konkretny produkt. Jak sama nazwa mówi, kosmetyki UNDER 20 są robione z myślą o osobach przed 20. rokiem życia. Wykorzystałam 2 opakowania tego konkretnego produktu.

Przed wydaniem opinii chciałabym nadmienić, że opiszę działanie produktu na mojej twarzy, co nie oznacza, że u kogoś innego będzie działał tak samo. Każdy ma wyjątkowo cerę i ten sam kosmetyk może powodować różne skutki u różnych osób.


Under Twenty, Anti! Acne, żel myjący + peeling złuszczający + maska regulująca, 3w1
OPIS:
24h PRZECIW! TRĄDZIKOWI - skuteczna codzienna pielęgnacja skóry ze skłonnościami do powstawania trądziku.
Potwierdzona skuteczność innowacyjnego połączenia 3 kosmetyków w 1 formule.
Zależnie od zastosowania, daje efekt:
żelu myjącego - dla głębokiego oczyszczenia;
Peelingu złuszczającego - dla skutecznego odblokowania porów i złuszczania martwego naskórka;
Maseczki - długotrwałe matowanie, regulacja przetłuszczania skóry.
3x EFFECT przeciw zaskórnikom
PRODUKT O ŚWIEŻYM ZAPACHU MANGO.
Skuteczność potwierdzona dermatologicznie.
Cena: ok. 16 zł

OPINIA: Moje początkowe doświadczenia z tym żelem były bardzo dobre. Krosty, które wyskoczyły wcześniej na mojej twarzy prawie w całości zniknęły i przez jakiś czas nie pojawiały się nowe. Żel trochę mniej zdziałał, jeśli chodzi o wągry, ale miałam o nim raczej pozytywne zdanie. Rzadko używałam do jako peelingu, a prawie w ogóle jako maski. Gdy kończyło się pierwsze opakowanie moja skóra wróciła do stanu, w jakim była przed stosowaniem kosmetyku. Dodatkowo produkt pozostawia cerę suchą i koniecznie trzeba zastosować po nim krem nawilżający. Skóra była po nim matowa tylko przez około godzinę. Co prawda moja twarz wydawała się gładka w dotyku, lecz była nieprzyjemnie sucha i nieco napięta. Podczas stosowania drugiego opakowania nie zauważyłam żadnych pozytywnych zmian w wyglądzie mojej skóry, dlatego przestałam go używać. Plusem jest ekonomiczność żelu - jedna tuba starczała mi nawet na dwa/trzy miesiące.
Moja ocena: 3/7
 

 
Zanim zacznę dzielić się z Wami tymi wszystkimi recenzjami kosmetycznymi, może jakimiś moimi poradami itp. chciałabym napisać także o tej książce. W ogóle moje całe zainteresowanie pielęgnacją wzięło się z chęci poznania kultury azjatyckiej. Na początku zastanawiałam się, jak bardzo różni się tamtejsze społeczeństwo od europejskiego, a potem zaczęłam zgłębiać ich historię i religię, ale nagle stwierdziłam, że to chyba nie to, czego szukałam. I wtedy (czyli ponad dwa lata temu) zaczęły być popularne zdjęcia matki i córki, pochodzących z Japonii. I cały fenomen zdjęcia polegał na tym, że wręcz niemożliwe było odróżnienie matki od córki. Bardzo mnie to uderzyło i zaczęłam szukać informacji, jak to możliwe. Pierwsza odpowiedź na po pytanie mieszkanki Europy brzmiałaby oczywiście, że to pewnie operacja plastyczna albo jakieś obrzydliwe kremy z wyciągiem ze ślimaków, czy jakichś innych ohydnych zwierząt. Ale im więcej znajdywałam informacji, tym bardziej dziwiłam się, jak bardzo mylny jest taki tok myślenia. Widząc tę książkę od razu wiedziałam, że to pozycja dla mnie, ale nie tylko dlatego, że opowiada o tym, jak dbają o cerę Koreanki, ale jak w ogóle dbać o cerę.


Każdy, kto zainteresował się pielęgnacją skróty, pewnie słyszał o tej wieloetapowej, skomplikowanej metodzie Koreanek, które może i mają najładniejszą cerę, ale co z tego, skoro to wymaga tak dużo pracy, czasu i pieniędzy. Z tej książki możemy dowiedzieć się, że taki, wykreowany przez niektóre media i portale, wizerunek nie jest do końca zgodny z prawdą. Wiele osób myśli, że jeśli coś jest azjatyckie, to znaczy, że jest także dziwne, odmienne i na pewno nie dla niego, co mija się z prawdą.

Tak dużo nauczyłam się z tej książki o pielęgnacji, o tym "sekrecie" długowieczności i pięknej cery, który przypisywany jest Koreankom, a po który niektóre Europejki i Amerykanki wręcz boją się sięgnąć. Te stereotypy są przełamywane przez młodsze pokolenia, które rozumieją, że Azjaci to też ludzie. Myślę, że to książka, która pomoże przełamać stereotypy osób starszych i udzieli rad osobom młodszym, co robić, aby ich skóra była zadbana i piękna.

Wiele kobiet myśli, że po co im piękna skóra, skoro mają tyle kosmetyków, które zamaskują niedoskonałości. Ale to nie do końca poprawny tok myślenia. Nie wszyscy preferują używania całego stosu tzw. "kolorówki", a jeszcze inni bez makijażu mają problem z wyjściem do osiedlowego sklepiku. Moim motywem do zadbania o cerę był po pierwsze trądzik, a po drugie świadomość, że nie posiadając jakichś skaz, przebarwień, niedoskonałości, nie będę zmuszona nakładać całej gamy kosmetyków koloryzujących, szczególnie, że do ich nakładanie nie posiadam umiejętności ani czasu (ale w większej mierze umiejętności ). Uważam, że każdy może znaleźć swój powód do zadbania o swoją cerę, a ta książka bardzo mu w tym pomoże.

Co więcej nie wymaga ona od czytelnika kupowania produktów koreański, chociaż takie też są w niej polecone. Podkreśla, że ważne jest dobranie produktów, które są odpowiednie do skóry i mają na nią dobry wpływ. Autorka mówi o tym, dlaczego i jak ona zaczęła swoje zainteresowanie pielęgnacją, a także o wszystkich jej etapach.

Książka stała się dla mnie dosłownie elementarzem i szukam w niej odpowiedzi na wszystkie nurtujące pytanie dotyczące pielęgnacji (a na większość znalazłam). Warto także wspomnieć, że autorka w procesie tworzenia książki konsultowała się z dermatologami (nie tylko koreańskimi), producentami kosmetyków itp., których wypowiedzi także możemy znaleźć w środku.
Moja ocena: 6,5/7

Tak długo się o tym rozpisałam, a to tylko malutki kawałek moich myśli. Oczywiście, jeśli kogoś interesuje temat azjatyckiej pielęgnacji, to na pewno będę o tym pisać. Na pewno zamieszczę rzeczy, które dopiero będę odkrywała, bo w sumie nie wiem, czy cofać do tych podstaw, które poznałam wcześniej. Także zamierzam posiłkować się tą książką, ale tych rzeczy jest tak dużo, że trzeba by było napisać kilka książek, aby opisać wszystko, a w Polsce nie ma dużego popytu na takie tematy, chociaż rynek staje się coraz bardziej różnorodny, co mnie bardzo cieszy. Myślę o zamawianiu książek po angielsku, ale jeszcze o tym pomyślę.
Także do zobaczenia!

A jeśli ktoś ma jakieś sugestie, o czym mogę pisać (nie tylko, jeśli chodzi o pielęgnację), to proszę o podzielenie się swoimi propozycjami, a ja wszystko rozważę.
 

 
Witajcie ludziska! xD
To ja, wpadam tutaj w nocy o północy! Robię to, ponieważ chciałam wyjaśnić moją dzisiejszą nieaktywność. Otóż przez pół dnia nie było mnie w domu, a rano jakoś nie miałam motywacji do pisania, więc oglądałam film.

Teraz parę informacji o tym, co będzie się działo w najbliższym czasie, czyli około do końca lipca.

1. Chcę zrecenzować wszystkie kosmetyki pielęgnacyjne, jakich używam lub używałam (nie tylko przeznaczonych do twarzy). Nie jest ich aż tak dużo, chociaż ich ilość rośnie. Znajdą się także recenzje kosmetyków, które kupiłam ostatnio.

2. Potem przyjdzie czas na "kolorówkę", czyli kosmetyki do makijażu. Tutaj w większości mam swoje sprawdzone rzeczy, na które udało mi się trafić dość wcześnie (na szczęście), więc też nie znajdzie się tu góra recenzji.

3. W międzyczasie ocenię na pewno dwie/trzy książki, ponieważ większość pozycji do czytania zostawiam sobie na wyjazd w sierpniu.

4. Co do filmów, to nie będzie raczej dużo recenzji i wpisów z nimi związanymi w tym miesiącu. Postaram się znaleźć jakieś dwa, maksymalnie trzy, godne polecenia.

5. Obawiam się, że mang i anime w najbliższym czasie też się dużo nie znajdzie. W sierpniu napiszę recenzje kilku light novelek, ale jeśli taka tematyka by Wam interesowała, to piszcie. W takimi wypadku ocenię to, co już nabyłam albo obejrzałam wcześniej.

6. Raczej do końca lipca w moim życiu nie będzie działo się nic ciekawego, więc skupię się na kosmetykach i mało będzie wpisów bardziej lifestyle'owych. Takiej tematyki znajdziecie więcej w czasie roku szkolnego.

7. Nie chcę oceniać książek/filmów/kosmetyków, które nabyłam dawno temu i o ich istnieniu prawie nie pamiętam, więc znajdą się tu jedynie rzeczy, które albo zainteresowały mnie w jakiś sposób niedawno, albo szczególnie zapadły mi w pamięć.

8. Nie wiem co zrobić z modą, bo chciałabym o niej pisać, ale nie mogę znaleźć tematów, chociaż przy zakładaniu bloga, miałam ich pełną głowę...

Taki jest plan na lipiec. Sierpień będzie bardziej obfitował w książki i filmy, ale myślę, że każdy znajdzie coś dla siebie, zwłaszcza, że chcę opisać moje codzienne "rytuały" związane z pielęgnacją, jakieś porady i wskazówki, bo tym się najbardziej interesuje, jeśli chodzi o sferę urodową. Jestem na bardzo dobrym tropie unormowania tych codziennych zachowań, więc na pewno coś takiego pojawi się na koniec sierpnia albo na początku września.

W roku szkolnym na pewno będę pisała mniej, bo wiadomo - szkoła, nauka i te sprawy. Dlatego chcę jak najwięcej wyrzucić z siebie teraz.

W następnym tygodniu zacznę też ćwiczyć bardziej regularnie, bo moja kondycja jest O-K-R-O-P-N-A i jestem z niej bardzo niezadowolona. I chciałabym troszeczkę schudnąć, więc może o tym też trochę napiszę, ale nie liczcie na codzienne bilanse kalorii - to nie w moim stylu, a przede wszystkim, to u mnie tak nie działa.

Chciałabym napisać też tu parę wpisów o psychologii itp., bo to też temat, który mnie fascynuje, ale dużo osób nie chce o tym czytać, a jak już przeczyta, to zaraz wytyka milion błędów i trzeba się tłumaczyć z każdego słowa więc zastanowię się nad tym jeszcze.

Także to tyle na dzisiaj.
Do zobaczenia! Pa! Kolorowych snów!
A na koniec kotek *.*

 

 
Ogólnie bardzo rzadko oglądam telewizję, a jak już oglądam to w większości programy informacyjne, wiadomości. Także o wszystkich serialach dowiaduję się od znajomych albo ze stron, serwisów społecznościowych itp. Początkowo miały tu się znaleźć tylko 4 tytuły, ale po przemyśleniu znalazłam ich jednak 6. A oto one:


1. Sherlock (2010 - ).


Opowiada o genialnym detektywie, który rozwiązuje zagadki kryminalne. Od książkowego czy filmowego Sherlocka różni się tym, że akcja toczy się we współczesnych czasach.

Jest to mój zdecydowany numer 1, z powodu oryginalnej fabuły oraz świetnej gry aktorskiej. Nie wyobrażam sobie, żeby ktoś lepiej, niż Benedict Cumberbatch, potrafiłby zagrać Sherlocka. Sam pomysł zmiany czasu, w którym żyje detektyw, jest wyjątkowy. Łatwo popsuć taki serial, jednak w tym przypadku tak się nie stało - Sherlock zachował bardzo dobry poziom do końca. Nie mogę doczekać się następnego sezonu.

2. Lucyfer (2015 - ).



Serial fantasy, w którym władca piekła, Lucyfer, opuszcza swój dom i przenosi się do Ameryki. Tam spotyka policjantkę, której pomaga rozwiązać tajemnicę pewnej zbrodni.

Klimaty fantasy, ale osadzone w zwykłym świecie. Niespotykany koncept i dobra gra aktorska potrafią zaintrygować widza. Bardzo lubię w tym serialu również to, że cały czas się rozwija. Widz dowiaduje się nowych rzeczy o bohaterach, a także pojawiają się nowe wątki. Z niecierpliwością czekam na 2. sezon.

3. Plotkara (2007 - 2012).


W skrócie: intrygi, problemy, perypetie i ogólnie życie grupy nastolatków, a potem dorosłych, bogatych nowojorczyków.

Serial znany i lubiany przez wiele dziewcząt. Również ja nie mogłam się oderwać od ekranu i obejrzałam wszystkie sezony, żałując, że nie ma więcej.

4. Humans (2015).


Tym razem serial gatunku science-fiction, chociaż znajdzie się tam trochę obyczajowości. Mówi o tym, co by było, gdyby roboty były ogólnodostępne, a niektóre z nich posiadały własną świadomość.

Bardziej od właściwej fabuły serialu, zainteresowała mnie wizja przyszłości w nim przedstawiona. Jest tylko 8 odcinków, ale cieszę się, że nie przeciągali fabuły, bo mogłoby się zrobić nudno.

5. Dr House (2004-2012).


Tego serialu chyba nie muszę przedstawiać, bo zna go większość osób. Bardzo fajny główny bohater, dla którego pewnie ogląda go dużo ludzi. I także ja. Niezwykłe przypadki medyczne, które w większości przypadków są oparte na faktach, co też może być dużym plusem.

6. Zakochana złośnica (2009-2010).


Natomiast dla odmiany tego serialu pewnie nie kojarzy nikt albo mała mniejszość. Nie jest zbyt popularny. Oglądałam go przez większość gimnazjum w internecie, dlatego się tu znalazł. Jest też taki film, ale zdecydowanie bardziej polecam serial, chociaż nie wie, czy można go jeszcze gdzieś zobaczyć.
  • awatar Kashmirkaa: Sherlocka i House'a uwielbiam :)
  • awatar LetItBe.: Też muszę przyznać, że rzadko kiedy oglądam telewizję, większość z przedstawionych seriali kojarzę, ale żadnego z nich nie oglądam... Zapraszam do mnie! :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Witajcie!
To chyba pierwszy raz, kiedy się przywitałam...
W każdym razie dzisiaj miałam napisać wpis o tej porze, o której zwykle to robię, ale wstałam później, a potem poszłam do drogerii. Kupiłam sobie trzy rzeczy, chociaż miałam sobie kupić tylko jedną... No, cóż... Nic już na to nie poradzę
A oto zdjęcie:


Od prawej:
1. NIVEA Peeling Oczyszczający wzbogacony w witaminę E i Hydra IQ dla cery normalnej.
2. NIVEA BB Krem do skóry z niedoskonałościami dopasowuje się do kolorytu skóry.
3. BIELENDA Uszlachetniony Olejek Arganowy do oczyszczania i mycia twarzy.

Recenzje wszystkich kosmetyków będzie można znaleźć już niebawem na blogu. Jednak chciałabym napisać opinię o nich dopiero po dłuższym użyciu (szczególnie o olejku i peelingu), bo wtedy będę mogła ocenić pełne skutki ich oddziaływania na skórę. Mam jeszcze parę kosmetyków do pielęgnacji, które mogłabym zrecenzować, ale to trudne, ponieważ na każdym mogą działać inaczej. Mimo ro postaram się dodać jakąś recenzję kosmetyczną niedługo i opisać, jak dany produkt oddziałuje na mnie.
 

 
Po przeczytaniu artykułu miałam wiele mieszanych myśli w stosunku do niego. Dlatego postanowiłam je tutaj spisać, pomyślałam, że to może być nawet ciekawe. Oczywiście, każdy pewnie będzie miał inną opinię, jednak ja napiszę moją, która wynika z moich doświadczeń.

Artykuł pochodzi z jakiejś strony, na której w życiu nie byłam, ale w sumie niektóre wpisy, które tam są wydają mi się interesujące. Aczkolwiek oceniam tylko po tytułach xD Oto link do artykułu: http://www.boska.pl/trendy-i-shopping/8211/1/8-bledow-modowych-ktore-rujnuja-Twoj-styl.html i przechodzę już do podzielenia się moimi przemyśleniami.


1. Ciągle kupujesz ubrania w tym samym rozmiarze.

Prawda. Jak jestem w sklepie zawsze biorę sobie co najmniej dwa rozmiary, aby zobaczyć, jak leżą. Czasem jest tak, że teoretycznie dobry jest mniejszy rozmiar, ale w większym wyglądamy dużo lepiej. Albo na odwrót. Jeszcze inny przykład: Na jakimś zdjęciu, obrazku, czy po prostu po kroju ubrania stwierdzamy, że powinno być obcisłe, więc bierzemy mniejszy rozmiar. Tymczasem niekiedy nawet z pozoru obcisła rzecz, może wyglądać na kimś dobrze, gdy jest luźna. Albo na odwrót.

2. Nie przełamujesz stylu retro.

Nie noszę stylu retro, chociaż w ostatnim czasie był bardzo popularny. Aczkolwiek myślę, że to nie zawsze trzeba przełamywać ten styl nowoczesnymi dodatkami. To zależy od osoby i od konkretnej stylizacji.

3. Naiwnie wierzysz metkom.

Cytując: "...) większość rzeczy można spokojnie prać w pralce, nawet wełniane swetry.". Ja bym się nie odważyła prać w pralce wełnianego swetra. Ale może to prawda. MOŻE.

4. Uważasz, że jesteś zbyt wysoka na szpilki.

Z tym się zgodzę. Sama nie jestem niska, ale uważam, że szpilki wyglądają dobrze na każdej kobiecie. W dodatku ślicznie wydłużają nogi. Oczywiście nie każdy musi nosić te piętnastocentymetrowe.

5. Panicznie boisz się poziomych pasków.

Noszę poziome paski tylko na koszulkach, ale uważam, że można dopasować je do takich rzeczy, że nie będą dawały efektu poszerzenia.

6. Uważasz, że możesz nosić tylko jeden mocny kolor naraz.

Rzadko noszę więcej niż jeden mocny kolor naraz. Żeby stylizacja z wieloma takimi barwami była naprawdę stylowa, trzeba mieć na pewno dobre wyczucie. Widziałam wiele zestawów ubrań, gdzie to się nie udało i dlatego sama raczej nie próbuję.

7. Szerokim łukiem omijasz dział męski.

To jest bardzo duży błąd. W dziale męskim są naprawdę fajne rzeczy. Czasem dziwię się, czemu nie ma takich ubrań w żeńskiej części sklepów.

8. Nie łączysz wzorów.

Z tym się całkowicie nie zgadzam. Moim zdaniem, parę wzorów naraz w jednej stylizacji wygląda źle. Zgodzę się jeszcze na różne rodzaje jednego wzoru, np. kropek, pasków itd. Ale nie umiem nosić wielu różnych wzorów. I raczej nigdy nie będę umiała.


Tak więc to koniec wpisów na dziś.
Jutro nietypowo zrobię coś związanego z serialami obejrzanymi przeze mnie i może znowu jakieś porównanie kosmetykowe.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Jeju, tak dużo widzę wpisów na innych blogach na temat planów na wakacje, inspiracji na lato i rzeczy związanych z tą porą roku, a ja nie mam żadnych Trochę smuteczek.

Zastanawiałam się, czy nie założyć sobie aska, bo w sumie mało mówię tutaj o sobie, a dużo piszę o różnych innych rzeczach, ale nie jestem jeszcze na to w pełni zdecydowana. Alternatywą jest zrobienie jakiegoś TAG-u. Tylko, że TAG zostałby pogrzebany pod innymi wpisami i pewnie sama bym zapomniała, że go w ogóle zrobiłam xD Także przemyślę całą sprawę i dam znać. Wy też możecie napisać, co o tym sądzicie.

We wcześniejszych wpisach jakoś nie zachęcałam do komentowania, obserwowania itp. Oczywiście nie dlatego, że tego nie chcę. Ale wolę samą treścią wpisów zachęcać do tego typu czynności, a nie milionem zdań "Zaobserwuj, skomentuj" itd.

To miał być właściwie następny wpis z tematem o modzie, ale nie wyszło, więc na koniec daję piosenkę, która jest moim utworem dnia.
 

 
Przeglądając pingera zauważyłam całą masę wpisów dziewczyn, które się odchudzają, dla których waga jest bardzo ważna albo należą lub chcą należeć do grupy pro-ana (w sumie, nie wiem, czy mogę napisać, że to nazwa grupy, ale ok).

Dziennik bulimiczki przeczytałam jeszcze w gimnazjum, trochę z ciekawości, trochę z nudów. Szczerze mówiąc, nie spodziewam się, że po lekturze tej książki, ktokolwiek przestanie się odchudzać, zmieni swoje życie, cokolwiek.



Jak można się domyślić po tytule, w książce zawarto historię dziewczyny, która zachorowała na bulimię. Opisano, jak do tego doszło, przyczyny choroby, skutki, ale także terapię i leczenie tego zaburzenia odżywiania.

Książka jest napisana stylem przystępnym dla nastolatek, w formie pamiętnika, w którym swoje myśli zamieszcza główna bohaterka.

Przeczytałam ją bardzo szybko. Uważam, że pomaga bardziej zrozumieć osoby zapadające na bulimię, ale na pewno nie daje czytelnikowi pełnego obrazu tej choroby, zwłaszcza, że żadna z autorek nie doświadczyła jej.

Polecam książkę do przeczytania w wolnej chwili. Na pewno jest dobrą metodą na nudę, jednak myślę, że dużo rzeczy jej brakuje, aby była naprawdę dobrą książkę.
Moja ocena: 4/7
 

 
Od wczoraj czuję się, jakby przejechał mnie samochód, więc nic nie publikowałam, oprócz tej krótkiej recenzji. Ale postanowiłam, że tak dłużej nie może być i nie chcę zaniedbywać bloga, biorąc pod uwagę, że w czasie roku szkolnego nie będę mogła pisać tak często. Poza tym mam jeszcze kilka pomysłów na posty i wciąż wymyślałam nowe tematy, o których chciałabym napisać. No to tyle ze wstępu, a teraz przechodzę już do właściwej treści.


Postanowiłam poświęcić ten wpis na porównanie, czy bardziej opis dwóch zmywaczy do paznokci.
Najpierw zacznę od zdjęcia i opisu, gdzie i za ile je kupiłam:



Po prawej:
DELIA COSMETICS Coral Regenerujący Perfumowany Zmywacz do Paznokci.
OPIS: Perfumowany zmywacz do paznokci zawiera ekstrakt z płatków róży i proteiny jedwabiu. Szybko i skutecznie zmywa lakier jednocześnie wzmacniając i regenerując płytkę paznokcia. Nadaje naturalny połysk, nie wysusza.
Cena: ok. 10 zł, teraz w Rossmannie nie ma już dokładnie tego samego produktu. Inne zmywacze z tej serii kosztują obecnie ok. 6 zł.

OPINIA: Uważam, ze to jeden z najlepszych zmywaczy, jakich używałam kiedykolwiek przedtem i potem. Zmywa lakier dość szybko, nie powoduje żadnych zabrudzeń, w dodatku jest dość ekonomiczny i starcza naprawdę na długo. Nie przesusza płytki paznokcia, ale rzeczywiście ją wzmacnia. Jestem bardzo zadowolona z tego zakupu, w szczególności, ze Delia to przecież polska firma i zmywacz także wyprodukowano w Polsce. Sprawdziłam także składniki i opakowanie nie kłamie, bowiem produkt zawiera obiecany ekstrakt z płatków róży i proteiny jedwabiu, dzięki którym regeneruje paznokcie oraz nie ma takiego typowego brzydkiego zapachu.
Moja ocena: 6,5/7


Po lewej:
ISANA Zmywacz do paznokci
OPIS: Zmywacz do paznokci ISANA usuwa lakier szybko i skutecznie, chroniąc przy tym płytkę paznokcia. Pielęgnacyjny olejek i substancje natłuszczające przeciwdziałają przesuszaniu się paznokci. Nadaje się także do tipsów*/
Cena: ok. 5 zł, Rossmann

OPINIA: Zupełne przeciwieństwo poprzedniego produktu. Mimo zapewnień producenta, nie zmywa wcale skutecznie, jest mało ekonomiczny. Czasem sprawia, że lakier zamiast zmywać się, to rozmazuje się po paznokciu i palcu. Na opakowaniu napisano, że nie zawiera acetonu, lecz zawiera inny rozpuszczalnik organiczny - octan etylu, który jest bardziej toksyczny i z tego powodu powoli wycofuje się go z przemysłu. W składzie nie znalazłam natomiast żadnego olejku pielęgnacyjnego ani substancji natłuszczających. Również po użyciu zauważyłam, że paznokcie są suche, a czasem nawet zniszczone. Często po użyciu tego zmywacza czekałam parę tygodniu, stosując różne odżywki w celu regeneracji paznokcia, a dopiero potem nakładałam lakier. W dodatku ma mocny, nieprzyjemny zapach, który nie wiadomo skąd się bierze (octan etylu ma owocowy zapach).
Moja ocena: 1/7

Chociaż zbliżone cenowo, te dwa zmywacze to swoje przeciwieństwa. Bardzo polecam kosmetyki Delii, ponieważ nie są drogie, a wszystkie zapewnienia, jakie widniały na etykiecie produktu, okazały się prawdą. Sprawdziło się również powiedzenie, że co dobre, to polskie
  • awatar Małe życie.: @xxstrawberrylovexx: To pewnie zależy też od samych paznokci. Ja niestety mam taki problem, że moja płytka jest dość cienka, a przez to podatna również na wpływ różnych substancji chemicznych zawartych w lakierach i zmywaczach...
  • awatar xxstrawberrylovexx: Używam tego z Isany tyle że zielonego i najgorszy nie jest ale na pewno wypróbuję ten z Delii :3
  • awatar ClaudiaClara: nie sądziłam, że ten zmywacz z Delii będzie fajny, a tu proszę :D zapraszam do mnie :*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Znowu miałam w planach napisanie o czymś innym, a piszę recenzję. Jednak przedwczoraj dokończyłam tę serię i stwierdziłam, że póki jestem świeżo po obejrzeniu, to spiszę tutaj swoje przemyślenia.

Zaczęłam oglądać Arslan Senki właściwie nie oczekując po tym anime nic specjalnego. Po prostu miałam ochotę na coś w klimatach fantasy, ponieważ już dawno nie oglądałam tego typu produkcji. Seria powstała na podstawie dość znanej japońskiej noveli o tym samym tytule.


Cały koncept serii bardzo mi się spodobał. Przedstawione zostaje królestwo Pars w latach swojej potęgi. Następcą obecnego króla jest Arslan, który nie wychowywał się na dworze królewskim, stąd jego łagodne i dobre usposobienie. Jest zupełnym przeciwieństwem ojca, wyniosłego, potężnego władcy. Dochodzi do bitwy Pars z sąsiednim krajem, która zmienia całkowicie porządek w państwie, a także wywraca do góry nogami życie Arslana.

Główny bohater nieszczególnie przypadł mi do gustu. Tak naprawdę cały klimat serii został stworzony przez bohaterów drugoplanowych - pomocników Arslana, a także jego wrogów. Bez tych pierwszych chłopak na pewno by nie przeżył, nie mówiąc już o dążeniu do odzyskania władzy. Zbyt dużo wstąpiło tam roztkliwiania się głównego bohatera nad wszystkimi zdarzeniami, problemami, rozterkami itp. Uważam, że powinno być to pokazane tylko symbolicznie, ponieważ przez to traci ta bardziej wojenna strona tego anime.

Pierwszą serię Arslan Senki traktuje jako dość dobry wstęp do dalszych wydarzeń, ponieważ pozostawiła za sobą wiele niedokończonych wątków. W końcowych odcinkach okazuje się, że może tu chodzić o coś o wiele bardziej skomplikowanego niż wydawało się na początku. W przeciwieństwie do wielu innych serii, tutaj bohaterowie po kolei odkrywają wszystkie tajemnice. Nie ma jednego momentu, gdzie wszystko nagle zostaje ujawnione, co jest moim zdaniem bardzo korzystne dla widza, ponieważ czasem dążenie do takiego punktu kulminacyjnego może być nużące.

Arslan Senki to jedno z niewielu anime, których "nie połknęłam" w całości, a oglądałam powoli, po parę odcinków dziennie. Nie jest dla mnie jakąś wyjątkową serią, jednak dla fanów klimatów fantastycznych, wojennych może okazać się ciekawą historią.
Moja ocena: 4,8/7
 

 
Jeszcze jeden wpis dzisiaj!
Jestem bardzo produktywna. Tym razem znowu połączę kilka rzeczy, które znalazłam przypadkowo na jakichś stronach internetowych, a które uważam za interesujące, inspirujące, czy ogólnie warte uwagi.


Jednak kim bym była, gdybym nie napisała o wiadomości, którą przed chwilą przeczytałam. Otóż Bartek Kurek, główny atakujący polskiej reprezentacji siatkarskiej, a zarazem jeden z jej najbardziej rozpoznawalnych graczy, zmienia klub i od nowego sezonu ligowego będzie grał w japońskim JT Hiroshima Thunders. W ostatnim czasie japońska liga robi się bardzo modna...


A teraz dwie piosenki, a właściwie covery piosenek:
Lubię zarówno oryginał, jak i to wykonanie, w którym zrezygnowano z clubowych brzmień w piosence, co jest dla mnie dużą zaletą. Uważam, że przez nie utwór tracił swą delikatność.

Co prawda nie słucham zazwyczaj One Direction, jednak muszę przyznać, że ta piosenka wpadła mi w ucho. Podoba mi się ten równy rytm i takie zgranie muzyki i słów. Poza tym bardzo fajny i oryginalny pomysł na teledysk.


Kolejną rzeczą, jaką chcę Wam przedstawić jest wierszyk:


Choć krótki to treściwy,
Dosyć pesymistyczne przedstawienie miłości, jako uczucia, przez które człowiek staje się słabszym. Nadal zastanawiam się nad tym, czy pierwszy wers wiersza ma przekazać, że chodzi tu o uczucie nieodwzajemnione.

Polecam także inne wiersze Bertolta Brechta, chociaż są raczej pesymistyczne i smutne. Niektóre jednak kryją ważne przemyślenia na temat świata, także tego najbliższego czasowo nam.


Teraz pora na outfit. Chciałam tutaj jakiś umieścić, bo wpisów modowych na moim blogu również brakuje, jednak nie mogłam znaleźć nic interesującego. Trudno zaspokoić moje gusta xD
Poszperałam jednak w jakichś starych obrazkach na komputerze i w kwietniowym numerze JJ, tj. japońskim magazynie modowym, znalazłam takie oto zdjęcie:


Znowu nic skomplikowanego, ale w tych ostatnich trendach nie podoba mi się łączenie wielu wzorów i kolorów, szczególnie, że mało kto potrafi to zrobić tak, aby całość wyglądała naprawdę ładnie i stylowo.


Na koniec inspirujące zdjęcie:


Zobaczyłam tę fotografię i pomyślałam "Wow, chciałabym być tą dziewczyną". Cudne.

A więc to już wszystko na dziś.
A jutro zamieszczę pewnie znowu jakąś recenzję.
 

 
Właściwie miałam wstawić teraz jeszcze jedną recenzję książki albo filmu, ponieważ mam już w planach napisanie takowych i nawet znalazłam parę interesujących tytułów, to jednak mało u mnie postów urodowych, a miały one występować, więc teraz postanowiłam się zabrać za coś takiego.

I przedstawię tutaj chyba podstawowe kosmetyki pielęgnacyjne, które używane są lub były przez większość kobiet. Chociaż zauważyłam, że coraz więcej osób, szczególnie młodszego pokolenia odchodzi od firmy Nivea, przynajmniej, jeśli chodzi o kremy. Jednak ja uważam je za dobry, sprawdzony wybór.

Tego "podstawowego", najbardziej tradycjonalnego kremu Nivea w całym granatowych opakowaniu mam bardzo dużą puszkę, ponieważ zdarza się, że używam go nie tylko do twarzy, ale też nóg, dłoni i ogólnie do miejsc, gdzie zauważę przesuszoną skórę. Zazwyczaj nakładam go na noc, ponieważ jest dość tłusty i gęsty, więc "noszenie" go w dzień byłoby dość niekomfortowe. Nie używam go jakoś regularnie, ale tylko wtedy, gdy zauważę, że gdzieś moja skóra jest sucha.

Natomiast kremu w białym opakowaniu używam codziennie rano. Ma on właściwości intensywnie nawilżające, dlatego pomaga utrzymać moją skórę nieprzesuszoną, ale właśnie dobrze nawilżoną, zwłaszcza po stosowaniu różnych żelów, maseczek oraz peelingów. Jego konsystencja jest bardziej wodnista, dzięki czemu szybciej się wchłania i, moim zdaniem, jest idealny do stosowania rano.

Cały ten wpis zmierza do zaprezentowania mojego nowego nabytku - najnowszego kremu Nivea Care, który został wypuszczony na rynek polski około dwóch lat temu.

Nie zakupiłam go wtedy, bo stwierdziłam, że nie będę modernizować mojego zestawu pielęgnacyjnego, ponieważ ten, który miałam sprawdzał się dobrze oraz zostało mi dość dużo kremów w opakowaniach. Po paru miesiącach zobaczyłam wiele pozytywnych opinii na jego temat i nabrałam większej chęci, aby do nabyć. Od zakupu odwiodła mnie cena, która była wyższa niż wcześniej wymienionych kremów.

Dlatego dzisiaj, podczas promocji w Rossmannie, nic mnie nie zatrzymało i nabyłam ten krem za 9,99 zł. Opakowanie ma 100 ml. Jeszcze go nie rozpakowałam - zrobię to pewnie dopiero jutro, jednak na pewno napiszę tutaj o tym, czy i na mnie wywarł takie duże wrażenie, jak na wielu innych recenzentkach.
 

 
Wczoraj było tak deszczowo, że cieszę się, że dzisiaj wyszło słońce, chociaż nie jest też za gorąco. To tak na wypadek, gdyby ktoś nie miał okien ani termometra xD Nie wiem, czy to zasługa pogody, czy czegoś innego, ale jestem dzisiaj tak bardzo zaspana i, mimo że wstałam o 9.30, to potem znowu się położyłam. Jakie szczęście, że są wakacje

A teraz przed Wami kolejna recenzja, tym razem książki - ,,Morze spokoju" napisanej przez Katję Millay.



Gdy zobaczyłam po raz pierwszy opis tej książki, pomyślałam, że to kolejna pozycja dla nastolatek o zakochaniu z jakimś tandetnymi tekstami. Jednak w wolnej chwili po nią sięgnęłam i przyznaję, że nie ocenia się lektury po pierwszym wrażeniu.

Książka opowiada o Nastayi, która przez tragedię, została pozbawiona swoich marzeń i planów na przyszłość. Dziewczyna zmieniła się diametralnie - zaczęła izolować się od ludzi - nawet od rodziny i przyjaciół. Wkrótce przeprowadza się do swojej ciotki i zmienia szkołę. Poznaje Josha, któremu towarzyszy śmierć najbliższych.

Napisałam tę recenzję już dwa razy i znowu ją skasowałam, ponieważ trudno pisać mi opinię na temat książki, która jest dla mnie wyjątkowa. A ta na pewno taka jest, chociaż to brzydkie streszczenie, które nabazgrałam, wcale na to nie wskazuje.

Na dole okładki napisane jest "Ta historia złamie ci serce i sklei je na nowo". Uważam, że to cytat, który odnosi się nie tylko do czytelnika, ale także do głównej bohaterki. Na początku poznajemy ją jako wrak człowieka, pozbawionego marzeń, planów na przyszłość, izolującego się od innych, żyjącego tylko tragedią, która ją spotkała. Następnie mamy wrażenie, że stopniowo zaczyna otwierać się na ludzi. Jednak w pewnym momencie widzimy, że to tylko wrażenie, a nie rzeczywistość. Nastaya cały czas uważa się za "zepsutą", a kolejne wydarzenia ją tylko w tym umacniają. Szczególnie w pamięć zapada koniec książki, kiedy bohaterka osiąga apogeum swojego załamania.

Z drugiej strony mamy Josha, chłopaka, którego pasmo nieszczęść przedstawiono od razu. Przez śmierć wszystkich najbliższych został odrzucony przez społeczeństwo. Wszyscy ocenili go, jako osobę, która przynosi nieszczęście, wręcz człowieka przeklętego. Wydaje się, że chłopak przyzwyczaił się do obecnej sytuacji.

Ich relacja rozwija się z czasem i niekiedy trudno jednoznacznie nazwać ją miłością. Można powiedzieć, że to bardziej więź, stworzona dzięki przeszłym, złym wydarzeniom i samotności.

To, co spodobało mi się w książce, to sposób w jaki przedstawiono historię - nie wszystkie wydarzenia podano na początku. Choć teoretycznie główną bohaterką jest Nastaya, to rozpoczynając czytanie wiemy o niej bardzo mało.

Nie zdołam napisać wszystkiego, co bym chciała, ponieważ i tak już dość długo tworzę ten wpis,a do głowy wpadają mi cały czas nowe myśli. Jednak chcę jeszcze raz nadmienić, że to niezwykła historia niezupełnie o miłości. Na okładce jest jeszcze jedno zdanie, które mówi, że to opowieść między innymi "o cudzie drugiej szansy". Uważam, że to najlepsze podsumowanie całej książki.
Moja ocena: 6,5/7
  • awatar Niezgodnaa.: Bardzo zaciekawiłaś mnie tym opisem, gdyż nigdy nie słyszałam o tej książce. Z tego wpisu wygląda na to, że obowiązkowo muszę ją przeczytać! ☺
  • awatar Orzeszkowa<3: Czytałam, kocham <3 Jedna z najlepszych książek. Też mi się podobało takie miarkowanie informacji, dzięki temu było jeszcze ciekawiej bo się koniecznie chciało poznać zatajone szczegóły :D
  • awatar (Nie)Anonimowo: Ciekawie brzmi :) koniecznie przeczytam
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Dzisiaj wypowiem się na temat filmu, który obejrzałam jakiś czas temu, a bardzo żałuję, że nie dowiedziałam się o jego istnieniu wcześniej.



,,Gra tajemnic" opowiada o historii Alana Turinga, genialnego angielskiego matematyka, twórcy pierwszego komputera, osoby, która pracowała w czasie II wojny nad złamaniem kodu Enigmy. ale także homoseksualisty. Nie jest to idealne odwzorowanie biografii sławnego człowieka, jednak film fabularny poruszający wiele kwestii i problemów, również współczesnego świata.

W głównych rolach możemy zobaczyć doświadczonych już aktorów, takich jak Benedict Cumberbatch czy Keira Knightley. Uważam, że dużym plusem tego filmu jest właśnie gra aktorska, która doskonale tworzy atmosferę filmu.

Kolejnym elementem, który bardzo mi się spodobał było doskonałe odwzorowanie realiów zniszczonej, dwudziestowiecznej Anglii.

Bardzo zaskakujący był koniec filmu, w którym zawarto duży kontrast - najpierw wielki sukces kryptologa, a potem upadek psychiczny. Doskonałe przedstawienie władzy i społeczeństwa, które stłamsiło geniusz wielkiego człowieka, przez jego odmienność. Takie sytuacje spotykamy również w dzisiejszym świecie.

Porównując realia czasów wojennych i współczesności można zobaczyć, jak bardzo zmieniła się mentalność ludzi - nie tylko podejście do związków homoseksualnych, ale także zmniejszenie dyskryminacji kobiet.

Generalnie, gdy oglądałam film nie przychodziły mi do głowy takie górnolotne myśli. Czułam złość na wszystkich ludzi, którzy przyczynili do kryzysy takiej genialnej osoby i współczucie do bohatera. Jednak emocje, które wyzwolił we mnie film, zmusiły mnie później do refleksji nad całością fabuły.


Bardzo trudno przyszło mi opisanie tego filmu. Nie umiem ubrać w słowa niektórych myśli, a mam ich dużo więcej niż te, które tu napisałam. Mimo że nie jest to jakieś arcydzieło i film ma parę wad, to uważam, że na pewno warto go obejrzeć.
Moja ocena: 6/7
  • awatar G.N.: Przekonałaś mnie :) muszę koniecznie obejrzeć ! Ciekawe .
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
A oto obiecany drugi dzisiejszy wpis. Jej!
Cieszę się, że znalazłam trochę czasu na napisanie tego, zwłaszcza, że zazwyczaj piszę obszernie i parę razy wszystko poprawiam, aby było, jak najlepiej.

Na dworzu jest bardzo gorąco i duszno. I chyba, jak większość, osób na to narzekam. Ale w zimę pewnie będę narzekać na zimno xD
Dlatego mam dla Was prościutki przepis na najpopularniejszy, a zarazem mój ulubiony napój chłodzący nas w te gorące dni, czyli lemoniadę.
Znalazłam go baaardzo dawno w starej książce kucharskiej mamy i pewnie jest ich dużo w internecie, mimo wszystko napiszę tutaj ten stary, tradycyjny:

1. Zagotować wodę.
2. Poczekać aż ostygnie.
3. Dodać cukru, plasterki cytryny i listki mięty.
4. Włożyć kostki lodu.


Porcjować składniki można zależnie od gustu. Ja dodaję cukru tyle, ile normalnie wsypuje do herbaty. Lubię, gdy jest dość dużo cytryny, ale mięty tak mało, że czuć tylko jej delikatny posmak.
Bardzo polecam taką domową lemoniadę.


Teraz jedzenie. Ponieważ pogoda dopisuje, to wiele osób organizuje grille. W gronie rodziny, przyjaciół, czy też tylko najbliższych krewnych.

Osobiście nie jestem fanką mięs z grilla, ale uwielbiam pieczony chlebek. Za najlepszy uważam ten tostowy. Dwa lata temu na grillu u krewnych odkryłam bardzo fajny sposób pieczenia takiego chlebka. Otóż przed położeniem kromki na ruszt należy posmarować ją masłem czosnkowo-ziołowym albo zwykłym masłem (jak nie ma się się masła czosnkowo-ziołowego). Dzięki temu chlebek jest bardziej miękki oraz smakuje jeszcze bardziej obłędnie.
Także zachęcam do spróbowania. Może komuś będzie smakowało, jak mi


Nadszedł czas na zakładki DIY. Bardzo lubię tego typu zakładki. Znalazłam ich bardzo dużo w internecie. Niektóre są tak prześliczne, że zazdroszczę ich posiadaczom. Ale dzisiaj podzielę się dwoma dość prostymi, ale pomysłowymi i ładnymi projektami. A oto filmiki instruktażowe:
Filmiki są autorstwa tej samej pani, której akcent baaardzo mi się podoba xD


A oto następna część postu, czyli piosenka na dziś:
Znalazłam ją trochę przypadkiem, ale spodobał mi się zarówno cover, jak i teledysk.


Teraz przyszła pora na outfit. Nie wiem, czy mogę to tak nazwać, ponieważ podoba mi się nie tylko to, co ta modelka ma na sobie, ale także zdjęcie jako całość (w szczególności jej figura *.*). Z resztą zobaczcie sami:




I tak doszliśmy do końca wpisu. Zauważyłam, że nadużywałam słowa "bardzo", także bardzo postaram się już tego nie robić xD
Jutro będzie pewnie tylko jeden wpis. W sumie nie wiem jeszcze na jaki temat, ale na pewno coś wymyślę.
Także do jutra!
  • awatar Orzeszkowa<3: Fajna piosenka :) Zakładki ładne ale nie dla mnie, ja jednak preferuje tradycyjne, podłużne :D
  • awatar ♥Szkielet♥: Mniami,tradycyjna lemoniada jest najlepsza. Też lubię chlebek z grilla. Znam też fajny przepis,aby go przygotować.Bardzo podobny do twojego.
  • awatar G.N.: Ciekawy wpis :) tylko.. przepraszam , ale moje Oczy humanistki strasznie to gryzie - NIE - Na dworzU TAK - Na dworzE ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Przez cały maj i czerwiec odmawiałam sobie czytania mang i książek ze względu na koniec roku, dużą ilość sprawdzianów, popraw itp.
Musiałam więc nadrobić trochę zaległości i w tym tygodniu, w którym miałam stosunkowo mało zajęć, przeczytałam 5 mang i zaczęłam czytać książkę. Tak więc teraz o tych mangach, a w najbliższych dniach postaram się napisać coś o książce (a jeśli się wyrobię, to może nawet o książkach).

Na początek trzy pierwsze tomy Horimiyi:



Kupiłam trochę w ciemno za namową znajomych od razu trzy tomy naraz. Ogólnie manga ma baardzo dobre opinie. Chociaż nie można jej już przeczytać w internecie po polsku, ponieważ została zlicencjonowana, to nadal zajmuje pierwsze miejsce w rankingu popularności na centrum-mangi, co jest niemałym wyczynem. No, ogólnie szał.

Jednak, co ja myślę o tej mandze?
Opinię wydam na postawie tego, co dotąd przeczytałam. Koncept mangi wydaje mi się dosyć oryginalny, co jest niewątpliwie dużym plusem w historii dla dziewczyn, gdzie często powtarzane są oklepane schematy. Na początku charaktery bohaterów wydały mi się zbyt błahe, ale z kolejnymi tomami poznajemy ich bardziej i muszę przyznać, że ich przeszłość jest dość interesująca. Wszytko utrzymane jest w lekkim, nieprzytłaczającym klimacie. Występuje dość dużo żartów, ale są też poważniejsze momenty. Rzeczą, która zasługuje na uznanie jest prześliczna, dobrze dopracowana kreska. Uwielbiam mangi zrobione w tym nowszym stylu, dlatego w tej kwestii Horimiya bardzo przypadła mi do gustu.

Myślę, że manga jest dość dobra, ale, jak na razie, mnie nie porwała. Przyznaję, że z biegiem czasu historia rozwija się i jest coraz ciekawiej, dlatego niewątpliwie kupię następny tom (zważając również na niespodziewane zakończenie 3. tomu). Mam nadzieję, że, tak jak do tej pory, fabuła z każdym rozdziałem będzie robiła się jeszcze lepsza, a kreska zachowa swoją nieprzeciętność.
Moja ocena: 6/7


Teraz dwie mangi, które pożyczyłam od mojej koleżanki (pozdrowienia dla niej^^):



Może zacznę od "Służacej Przewodniczącej", której tytuł brzmi źle, ale jest to, moim zdaniem, jedna z najlepszych historii dla dziewczyn. Baardzo spodobał mi się 10. tom. Choć było trochę niepotrzebnej gadaninki, to jednak uważam, że do tej pory to jeden z najlepszych tomów w całej serii. Wreszcie trochę informacji o najbardziej tajemniczej postaci, czyli Usui'u. I kolejne rozterki uczuciowe głównej bohaterki. Także pojawiła się nowa postać oraz nie zabrakło szkolnych scen. To wszystko, a w szczególności koniec, sprawiło, że już mam ochotę przeczytać następny tom.
Moja ocena: 6,5/7

Teraz kolej na "One Punch Mana", czyli coś bardziej dla chłopców. Uważam, że jest to coś w rodzaju idealnej parodii superbohaterów, z dużą dawką humoru, ale też oryginalnością. Ten tom zawiera także sceny, których nie było w anime. Ponadto myślę, że kreska bardzo pasuje do charakteru mangi - nie jest zbyt słodka, a czasem wręcz surowa. I oczywiście bardzo dobre sceny walki. Choć przed obejrzeniem anime, nie byłam dobrze nastawiona do tej historii, to jednak teraz czekam z niecierpliwością na tomy, których fabuła wyprzedzi wydarzenia, zawarte w animacji.
Moja ocena: 5,5/7


To już wszystko na teraz. Mam nadzieję, że zdążę zamieścić dzisiaj jeszcze jeden post, tym razem bez recenzji, ale coś bardziej lifestyle'owego.
Także do napisania!
 

 
Jak duża większość z Was wie, wczoraj polscy piłkarze przegrali w rzutach karnych z Portugalią.

Dzisiaj ich porażkę powtórzyli siatkarze, przegrywając 3 z Brazylią. Sytuacja nieco inna, ale mimo wszystko porażka. Co prawda, Brazylia jest jedną z najlepszych drużyn na świecie, a Liga Światowa jest dla Polaków bardziej przygotowaniem do Igrzysk Olimpijskich, ponieważ jako gospodarze mają zagwarantowany awans do następnego etapu. Jednak martwią mnie te ciągłe przegrane.

Mimo to nadal kibicuję naszym, a już jutro mecz Polska - Francja o 18.00! Trzymam kciuki!


Teraz przyszła pora na artykuł, który zobaczyłam wczoraj, a bardzo mnie zainteresował:
http://brightside.me/wonder-curiosities/the-16-most-expensive-materials-in-the-world-188955/
Jest w nim zawarty ranking najdroższych substancji na świecie. Uwielbiam rankingi, dlatego także i tego nie mogłam przegapić. Chciałam zamieścić go w całości na blogu, ale stwierdziłam, że przeczytanie u źródła jest dużo lepsze.

Bardzo często zaglądam na stronę brightside.me, ponieważ znajduje się tam dużo różnych ciekawostek i inspirujących rzeczy. Ma tylko jeden minus, o którym zamierzam napisać oddzielny wpis.

W ogóle mam tak dużo pomysłów na wpisy i chciałabym napisać wszystko w jednej chwili, ale niestety czas mnie bardzo ogranicza


Przyszedł czas na piosenkę:
Coldplay jest zespołem, za którym przepadam, ale nie szaleję. Gdy usłyszałam tę piosenkę w radiu, nie wpadła mi w ucho. Jednak wczoraj trafiłam na nią na youtubie, posłuchałam jeszcze raz i stwierdziłam, że coś w niej jest. Podoba mi się taka "wyraźna" muzyka o ustalonym rytmie. Jakby była w jakimś stopniu przeznaczona do tańca.

Także bardzo polecam, aby odsłuchać tę piosekę spokojnie na słuchawkach w dobrej jakości, a może się spodobać


I ostatnia część wpisu, czyli outfit:


Jest dość prosty, ale właśnie chyba to najbardziej mi się w nim spodobało. Uwielbiam takie jeasny - ich krój i kolor jest według mnie boski. Szara, prosta koszulka bardzo ładnie zgrywa się z nimi kolorystycznie, a jej prostota je bardziej uwydatnia (chodzi o pozytywne uwydatnienie xD). Całości dopełnia prosty zegarek i cieniutka bransoletka idealnie pasujące do reszty.

Po prostu cudny ♥


I tutaj kończę mój post. Już nie mogę doczekać się pisania następnego. Mam już w planach jedną recenzję i trzy posty urodowe/modowe. Jeśli w najbliższym czasie przeczytam jakąś książkę (a mam już ich parę odłożonych) lub obejrzę film, to pewnie kilka słów o nich też się tutaj znajdzie.

Ciągle myślę nad zmianą tła, ale to nawet pasuje, a nie znalazłam dotąd niczego ładniejszego, więc to raczej potrwa.
Więc to wszystko na dzisiaj.
Dobranoc!
Do następnego wpisu!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Dopiero zaczęłam prowadzić mój mały blog, a już pojawiają się komentarze, wiadomości itp.
Jestem bardzo pozytywnie zaskoczona, bo nie myślałam, że odpowiedź ze strony czytelników nadejdzie tak szybko. Choć w dużej mierze założyłam ten blog dla siebie, a nie dla dużej liczby wyświetleń, czy komentarzy, to jest mi niezmiernie miło, że jednak ktoś to czyta xD

Zazwyczaj blogerzy i blogerki piszą, że każdy komentarz, wiadomość ich bardzo motywuje do dalszej pracy. Taka kwestia pojawia się dość często i w sumie byłam trochę zdziwiona, że każdy ją powtarza. Jednak teraz wiem, że odzew czytelników bardzo wpływa na motywację i chęci osób piszących.

Także czuję się podekscytowana i zmotywowana do dodawania kolejnych wpisów.

A teraz, o co chodzi z tymi tytułowymi liczbami?
Pragnę polecić Wam pewną książkę, pt.: ,,Niezwykłe liczby profesora Stewarta". Wiem, jak bardzo niezachęcająco brzmi jej nazwa, jednak, proszę, mimo to wytrwajcie do końca tej krótkiej recenzji.



Książkę tę dostałam na koniec roku i na początku byłam do niej dość sceptycznie nastawiona. Lecz w pewnym przypływie chęci, stwierdziłam "Nic mi nie zaszkodzi, jeśli przeczytam kawałek". Jak pomyślałam, tak też zrobiłam xD

I całkowicie odmieniło się moje zdanie o tej książce. Co się przyczyniło do zmiany mojej opinii? Przede wszystkim to, że jest napisana jasnym, zrozumiałym językiem. Wszystkie bardziej naukowe terminy są wytłumaczone. Ale największym plusem tej lektury jest to, że, mimo bardziej ambitnej treści, lekko się ją czyta.

Informacje zawarte w książce podzielone są na rozdziały, które z kolei dzielą się na mniejsze działy, co bardzo mi przypadło do gust, ponieważ bardzo lubię, jak wszystko jest posegregowane. Nad niektórymi poruszanymi tematami trzeba się bardziej zastanowić, usiąść w spokoju i je przeanalizować, natomiast występuje też dużo bardzo luźnych kwestii, dlatego książkę można czytać w pociągu, autobusie, na wakacyjnym wyjeździe bez żadnych ograniczeń. W zrozumieniu treści pomagają ilustracje, dzięki którym czytelnik łatwiej może wyobrazić sobie opisywane zagadnienia (jej, są obrazki xD).

Książka jest przeznaczona dla uczniów liceów, jednak uważam, że gimnazjaliści zainteresowani liczbami również mieli trudności z jej przeczytaniem. I tu dochodzimy do pewnej kwestii - czy trzeba interesować się matematyką, aby czytać tę lekturę? Myślę, że nie. Książka niewątpliwie jest napisana z myślą o wszystkich, nawet tych mniej "matematycznych", jednakże wiadomo, że osoba zupełnie nie przepadająca za liczbami po nią nie sięgnie.

Podsumowując, czytając tę książkę, spotkało mnie bardzo pozytywne zaskoczenie i polecam ją każdemu, kto choć trochę interesuje się matematyką.
Moja ocena: 5,5/7
 

 
Kolejny i ostatni wpis o tematyce wprowadzającej, informacyjnej, ale postanowiłam, że zrobię wszystko porządnie i tak, jak to sobie wyobrażałam. Żadnej fuszerki od początku do końca (mam nadzieję xD).

A więc tym razem o tym, co będzie mogli tu znaleźć, o czym będę pisała itp.

Na pewno znajdą się tutaj recenzje książek, filmów, serii anime i mang. Nie jestem jakimś ekspertem do pisania tego typu rzeczy, ale postaram się, aby wszystkie testy były dość dobrze uargumentowane, ale nie za długie.

Zamierzam pisać także swoje przemyślenia, opinie na różne tematy, bardziej lifestylowe. Pewnie również takie wpisy opowiadające o mnie, osobiste.

Będą także wpisy dotyczące ubrań, kosmetyków i porad urodowych, które przetestowałam na sobie.

Przemycę też jakieś cytaty, mniej lub bardziej motywujące, ale takie, które niewątpliwie mi się spodobały. Postaram się także o jakieś inspirujące rzeczy, ale raczej nie będzie tego dużo.

Na pewno zamieszczę tutaj jakieś piosenki, które mi przypadły do gustu w ostatnim czasie. Nie pisałam nic w poprzednich postach o muzyce, bo trudno mi się określić w tym temacie. Słucham różnych gatunków, więc po prostu będę wstawiała, co mi się podoba.

Generalnie będę pisała o wszystkim i o niczym. Chcę po prostu dzielić się tym wszystkim, co znajduję w cudownym wynalazku, jakim jest internet, oraz w tym "pozainternetowym" życiu.

Mam nadzieję, że znajdziecie tutaj coś, co Was zainteresuje
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Tak, jak napisałam w rubryce "O mnie" trudno mi napisać wszystko, co bym chciała, mając do wykorzystania tak mało znaków, więc postanowiłam zrobić o tym oddzielny wpis.

Jestem licealistką uczącą się w jednej ze szkół w naszej pięknej stolicy.

W wolnych chwilach czytam książki oraz oglądam filmy i seriale o różnorodnej tematyce: rozpoczynając od dokumentalnych, historycznych, poprzez fabularne, obyczajowe, a kończąc na fantasy i przygodowych.

Uwielbiam siatkówkę, zarówno oglądanie, jak i granie. Jestem wielką fanką polskiej reprezentacji, ale mam także ulubionych graczy w innych zespołach.

Chociaż jestem w klasie z rozszerzoną fizyką i matematyką, to w każdym przedmiocie szkolnych znajduję coś, co mnie interesuje.

Jak niemal każda dziewczyna lubię zakupy, ubrania i kosmetyki, lecz staram się wydawać pieniądze rozsądnie.

Przez pewien czas oglądałam nałogowo anime i czytałam mangi, lecz po pójściu do liceum mam mało wolnych chwil (a nawet, jeśli je mam, to i tak znajdzie się coś do roboty xD), więc teraz już spędzam przy tym mniej czasu.

Szczerze mówiąc nie myślałam, że znajdę aż tyle informacji o sobie. Zdecydowanie wystarczy, jak na początek.

Jeszcze jedno - jestem jedną z tych osób, należących do "nowoczesnego" pokolenia, które nie potrafią używać emotek. Więc z góry przepraszam za takie "poważne" pisanie.
  • awatar Orzeszkowa<3: Też kiedyś miałam fioła na punkcie anime i mang, najbardziej 2 gimnazjum, potem mi przeszło :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Witajcie po raz pierwszy!
To już moje drugie podejście do pisania takiego minibloga. I mam nadzieję, że tym razem bardziej udane.

Dlaczego zdecydowałam się pisać tu, a nie na pełnowymiarowym blogu?
Z prostego powodu - braku czasu. Nie mam aż tyle wolnych chwil, aby się zbyt długo rozpisywać, lecz coś od dawna ciągnęło mnie do założenia bloga. Dlatego właśnie stwierdziłam, że to miejsce jest bardziej odpowiednie.

W następnym wpisie zamieszczę kilka najważniejszych informacji o sobie, abyście mnie trochę poznali.
Tak więc do napisania!